Odpady po Azotce – Gmina nie może zostać z tym sama

Trwają prace nad specustawą, która regulowałaby m.in. kwestię usunięcia niebezpiecznych odpadów po Zakładach Chemicznych „Organika Azot” w Jaworznie. Gmina Jaworzno otwarcie przyznaje, że związane z tym koszty są ponad jej możliwości.

 

Ministerstwo Klimatu i Środowiska wznowiło prace nad projektem ustawy o wielkoobszarowych terenach zdegradowanych. Projekt ma mieć charakter specustawy dedykowanej konkretnym, już zidentyfikowanym, terenom poprzemysłowym, a mianowicie: terenom dawnych Zakładów Chemicznych „Organika-Azot” w Jaworznie, „Tarnowskie Góry” w Tarnowskich Górach, „Zachem” w Bydgoszczy i dawnych Zakładów Przemysłu Barwników „Boruta” w Zgierzu.

Cel specustawy jest bardzo szczytny. Obok poprawy stanu środowiska ma spowodować usunięcie zagrożeń dla zdrowia i życia mieszkańców terenów, gdzie w przeszłości gromadzono odpady niebezpieczne. Niestety wszystkie obowiązki ustawa ceduje na wójtów, burmistrzów lub prezydentów miast, na których dane odpady były składowane, łącznie z koniecznością pozyskania ogromnych środków na ten cel, często przekraczających ich możliwości finansowe.

Założenia będącej w przygotowaniu specustawy uczyniłyby gminy „właścicielami” toksycznych odpadów znajdujących się na ich terenie i – co za tym idzie – przerzucały na nie obowiązek i koszty ich usunięcia. W przypadku Jaworzna, odpady składowane w rejonie Rudnej Góry to sytuacja „zastana” po państwowym niegdyś kombinacie. Ówczesne przerzucanie całej odpowiedzialności na gminę jest krzywdzącym posunięciem ze strony Ministerstwa. Co prawda Ministerstwo wspomina o możliwościach skorzystania z licznych funduszy, jednakże zapowiada o konieczności poniesienia wkładu własnego, który, w przypadku skali jaworznickiego problemu, będzie znacznie przekraczał możliwości finansowe miasta. Szacuje się, że koszty remediacji odpadów sięgną kwot liczonych w miliardach złotych – dla porównania, byłby to koszt mniej więcej wartości wszystkich inwestycji miejskich wykonanych w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Już kilka lat temu miasto postulowało do Ministerstwa o utworzenie spółki Skarbu Państwa, finansowanej z budżetu państwa, dedykowanej rozwiązaniu problemu głównych „bomb ekologicznych” w Polsce, w tym w Jaworznie. Niestety, zaproponowana wtedy koncepcja nie spotkała się z przychylnością Ministerstwa, które w dniu dzisiejszym sugeruje przerzucenie wszelkich obowiązków mających na celu rozwiązanie historycznych problemów środowiskowych na włodarzy terenów zanieczyszczonych.

Ostatnia korespondencja z Ministerstwem Klimatu i Środowiska stała się argumentem dla Prezydenta Miasta Jaworzna – Pana Pawła Silberta, do przyjęcia zaproszenia na międzynarodową konferencję poświęconą związkom HCH w Unii Europejskiej, organizowaną w Parlamencie Europejskim w Brukseli, skąd 16 listopada br. opowiedział o problemie zanieczyszczenia w rejonie Centralnego Składowiska Odpadów Rudna Góra w Jaworznie.

Warto przypomnieć, że problem ten jest konsekwencją działalności produkcyjnej rozpoczętej przez państwowe Zakłady Chemiczne w 1921 r. oraz niezorganizowanego składowania powstałych wówczas odpadów poprodukcyjnych, w tym HCH czy DDT. Przedmiotowe odpady są pozostałością głównie po produkcji środków ochrony roślin, natomiast sam HCH (inaczej lindan) stanowi jeden z najniebezpieczniejszych pestycydów, zaliczanych do trwałych zanieczyszczeń organicznych (TZO), których produkcję i użytkowanie obecnie zakazuje Konwencja Sztokholmska. Odpady przez lata lokowano bez żadnych zabezpieczeń w wyrobiskach po eksploatacji piasku w dolinie potoku Wąwolnica, stąd odcieki z miejsc ich deponowania bezpośrednio zanieczyszczały i nadal zanieczyszczają glebę, wody powierzchniowe i podziemne, a pośrednio i Morze Bałtyckie, do którego przedostają się wraz z płynącymi wodami potoku Wąwolnica, następnie rzeki Przemszy, która zasila Wisłę, a ta wpływa do Bałyku. Stężenia zanieczyszczeń są często od kilkuset do kilku tysięcy razy wyższe od wartości dopuszczalnych. Stąd problem oddziaływania na środowisko składowisk odpadów niebezpiecznych Zakładów Chemicznych „Organika Azot” w Jaworznie jest uznawany jako jeden z największych problemów środowiskowych zarówno w Polsce, jak i w Europie. A rejon Centralnego Składowiska Odpadów Rudna Góra w Jaworznie od 1992 roku widnieje jako punktowe, znaczące źródło zanieczyszczenia Morza Bałtyckiego o charakterze przemysłowym – tzw. HOT SPOT industrial.

Gmina Jaworzno od lat bierze czynny udział w różnego rodzaju projektach badawczych, w tym o charakterze międzynarodowym, które miały i mają na celu zdobycie jak największej ilości informacji na temat samego zanieczyszczenia, jego źródeł, sposobu rozprzestrzeniania się oraz możliwościach „unicestwienia” problemu. Większość projektów zrealizowanych zostało dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej, część – z krajowych funduszy. Przykładowo, w ramach środków pozyskanych z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w 2016 r. został opracowany projekt zabezpieczenia dalszego rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń w dolinie potoku Wąwolnica (nie rekultywacji!). Oszacowana wówczas wartość zadania wynosiła ponad 200 mln zł. Należy jednak wziąć pod uwagę upływ czasu od momentu opracowania dokumentu, w tym znaczny rozwój technologiczny i krach covidowy, by mieć świadomość, że koszt zaproponowanych 5 lat temu rozwiązań będzie w dniu dzisiejszym wielokrotnie zwiększony.

Same projekty, natomiast, stanowią wyłącznie programy badawcze, których celem jest znalezienie „złotego środka”, dzięki któremu będzie można podjąć realne unieszkodliwienie historycznych zanieczyszczeń z jak najmniejszą degradacją środowiska, zaś procesy neutralizacji bądź remediacji tych zanieczyszczeń, a co za tym idzie środki finansowe na ten cel, nie powinny być realizowane przez Prezydenta lecz przez podmioty (lub ich następców prawnych), które przez lata czerpały zyski z prężnie prosperującego w mieście przemysłu chemicznego, nie dbając wtedy o środowisko naturalne i zdrowie przyszłych pokoleń – pozostawiając dzisiaj miasto i jego mieszkańców z nie lada problemem.

Zatem, o ile w pełni zrozumiała jest konieczność pilnego rozwiązania problemu „bomb ekologicznych” w Polsce, o tyle niepokojące jest przerzucenie przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska całkowitej odpowiedzialności w tym temacie na włodarzy terenów zanieczyszczonych.

 

O wysiłkach podejmowanych przez Gminę można przeczytać także w wywiadzie z Justyną Moycho-Jędros i Marcinem Toszą z Wydziału Ochrony Środowiska UM [kliknij tutaj, by przeczytać].