Pozdrowienia z Zambii
utworzono: 2010-05-17 12:22Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Tanzania, Zambia, Zimbabwe i RPA znajdują się na trasie podroży Ryszarda Karkosza - mieszkańca Jaworzna, który wraz z innymi uczestnikami wyruszył na wyprawę rowerową po drogach i bezdrożach Afryki. W ciągu 10 miesięcy podróżnicy planują przejechać 12 tysięcy km od Kairu w Egipcie do Kapsztadu w RPA.
Wyprawa organizowana przez stowarzyszenie rowerowe Welocypedy.pl. pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Związku Kolarskiego.
Ryszard Karkosz w relacji dla nas pisze:
"Od 3 dni mieszkamy u Misjonarek Świętej Rodziny w stolicy Zambii - Lusace. Są tu Zambijki, 3 Kenijki i 3 Polki - siostry Maria, Judyta i Apolonia. Zakonnice opiekują się szkołą przysposobienia zawodowego (gotowanie, krawiectwo, dziewiarstwo), przedszkolem, sierocińcem (dzieci po zmarłych rodzicach na Aids) oraz domem starców. W misji mamy wspaniałe warunki pobytu. Do dyspozycji oddzielne pokoje, wc, prysznic i kuchnię. Wspólnie z siostrami jemy posiłki.
Do Zambii wjechaliśmy 29 kwietnia, wcześniej przez 30 dni byliśmy w Tanzanii. Pierwszym dużym miastem po przekroczeniu granicy była Arusha. Stad można jechać albo na zachód - przez słynny Park Narodowy Serengeti nad jezioro Wiktoria, albo na południe - do stolicy Dodomy, lub też na wschód - tuż obok najwyższej góry Afryki Kilimandżaro do wielkiego miasta nad Oceanem Indyjskim Dar es Salam. Wybraliśmy ten ostatni wariant, bo po drodze była jeszcze misja polskich ojców Franciszkanów, w której chcieliśmy spędzić Wielkanoc.
Do Dar es Salam, wielkiego portu, do którego trzeba było zjechać z głównej drogi ponad 100 km, pojechaliśmy autobusem. Rowery i bagaże na 2 dni zostawiliśmy na wiejskim posterunku policji. W DeS byliśmy na wielkim targu rybnym, na którym można było kupić przeróżne "owoce" morza. Zwiedziliśmy też dworzec kolejowy pamiętający jeszcze czasy kolonialne. W drodze powrotnej spaliśmy w Chalinze, w obskurnym hoteliku, gdzie za pokój bez okna z jednym dużym łóżkiem zapłaciliśmy tylko 8 zł.
W Tanzanii często padały deszcze, bo w tym czasie na półkoli południowej była pora deszczowa. Wiele razy nocowaliśmy pod dachem, a naszym ulubionym miejscem były przykościelne plebanie oraz szkoły. Wszędzie przyjmowano nas bardzo życzliwie. Spaliśmy w salach katechetycznych, pomieszczeniach gospodarczych, a nawet w nieczynnych kościołach.
18 kwietnia droga nieoczekiwanie prowadziła przez Park Narodowy Mikumi. To było prawdziwe safari. Przez 50 km mogliśmy z bliska podziwiać stada antylop, bawołów, małp, słoni, zebr i żyraf, które tuz przed nami przebiegały szosę.
Od 2 tygodni jesteśmy w Zambii. Jedzie nam się bardzo dobrze. Droga jest asfaltowa, a pogoda wyśmienita, choć w południe słonko mocno jeszcze przygrzewa. Wozimy z sobą więcej jedzenia, bo nie ma tu przydrożnych barów, jak to było w poprzednich krajach. Mamy tez czasem problemy ze zdobyciem wody. Zdarzało się, ze gotowaliśmy deszczówkę, wodę z rzeki lub z dołków wykopanych przez miejscowych na podmokłych lakach. Zaopatrzenie w sklepach tez jest marne, a ceny dość wysokie. Na szczęście po drodze spotykamy wielu Polaków przebywających na misjach katolickich.
Byliśmy w Kapiri Mposhi, u Misjonarek Świętej Rodziny, które prowadza przedszkole, szkołę podstawową i średnią - najlepsze w Zambii. Nocowaliśmy w Kabwe, w misji ojców Salezjanów, a obecnie, od 3 dni korzystamy z gościny naszych sióstr w Lusace.
Za nami 6,5 miesiąca i 9200 przejechanych kilometrów. Afryka jest wspaniała, ale coraz częściej myślimy o Polsce, o rodzinach i znajomych w kraju. Za 2 miesiące skończy się afrykańska przygoda i na zawsze pozostaną niesamowite wspomnienia. Najpierw jednak trzeba dokończyć, to co rozpoczęliśmy 1 listopada ubiegłego roku. Zastało tak niewiele - tylko Botswana i Republika Południowej Afryki. A potem już tylko lot z Kapsztadu przez Istambul do Warszawy, za jedyne 525 euro".
Ryszard Karkosz

