Pozdrowienia z Tanzanii
utworzono: 2010-04-08 09:18Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Tanzania, Zambia, Zimbabwe i RPA znajdują się na trasie podroży Ryszarda Karkosza - mieszkańca Jaworzna, który wraz z innymi uczestnikami wyruszył na wyprawę rowerową po drogach i bezdrożach Afryki. W ciągu 10 miesięcy podróżnicy planują przejechać 12 tysięcy km od Kairu w Egipcie do Kapsztadu w RPA.
Wyprawa organizowana przez stowarzyszenie rowerowe Welocypedy.pl. pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Związku Kolarskiego.
Ryszard Karkosz w relacji dla nas pisze:
„1 kwietnia rozpoczęliśmy szósty miesiąc podroży przez Afrykę. Za nami prawie 7 tys. km przejechanych na rowerze. Odwiedziliśmy już Egipt (23 dni), Sudan (30 dni), Etiopię (63 dni) oraz Kenię (33 dni). Od 30 marca jesteśmy w Tanzanii. Jedziemy w trojkę od 11 stycznia, po rezygnacji jednego z uczestników wyprawy. Wraz ze mną jedzie Maciek z Warszawy i Mariusz z Teresina. Od 24 lutego do 30 marca jechaliśmy przez Kenię. To zupełnie inny kraj niż wcześniej odwiedzane. Językiem urzędowym jest tu angielski, a nie arabski (Egipt, Sudan), czy amharski (Etiopia). Poziom życia w Kenii jest dużo wyższy, a zaopatrzenie w sklepach o wiele lepsze. Jedynym problemem na początku był obowiązujący tu na drogach ruch lewostronny. Z czasem jednak do tego przywykliśmy.
Pierwsze 500 km jazdy przez Kenię to istna droga krzyżowa - ani grama asfaltu. Kamienista tarka nie pozwalała przekroczyć prędkości 10 km/h. W ciągu 9 dni przejechaliśmy zaledwie 300 km, bez łączności z Polska (brak zasięgu telefonii komórkowej)i nękani przez ciągłe deszcze. Jadąc przez wyludnioną sawannę spotykaliśmy tylko niewielkie osady zamieszkałe przez plemię Samburow.
8 marca dotarliśmy do miasta Nanyuki, gdzie za zgoda miejscowego proboszcza (Włocha) rozbiliśmy namioty tuż za kościołem katolickim. Gdy wieczorem wróciliśmy z zakupów bramy były zamknięte. Musieliśmy forsować ogrodzenie. Widać kościelny nic nie wiedział o naszym pobycie.
Następnego dnia zwiedziliśmy bardzo zadbany angielski cmentarz wojenny, nad którym wznosił się drugi szczyt Afryki Mt. Kenia (5.196 m), a wyjeżdżając z miasta w samo południe przekroczyliśmy równik. Wjechaliśmy na półkulę południową i w jednej chwili z kalendarzowej zimy (9 marca) znaleźliśmy się w lecie.
W kolejnym mieście Nyeri nocowaliśmy w namiotach na terenie internatu szkoły średniej dla dziewcząt, prowadzonego przez siostry zakonne. W mieście tym odwiedziliśmy grób twórcy i założyciela światowego skautingu Roberta Badena Powella. Pod koniec życia przebywał on na leczeniu w Kenii i tu zmarł. W Nyeri spotkała nas też przykra przygoda. W czasie pobytu w kawiarni internetowej z naszych rowerów skradziono liczniki.
12 marca dotarliśmy do stolicy Kenii. 3-milionowe Nairobi zrobiło na nas duże wrażenie. Miasto zadziwia rozmachem architektonicznym oraz poziomem życia mieszkańców, choć na obrzeżach spotkać można całe osiedla slumsów. Duże supermarkety nie ustępują naszym, europejskim. Kupić można prawie wszystko, a ceny są niższe niż w Polsce.
W Nairobi przez tydzień mieszkaliśmy u ojców Franciszkanów kenijskich, których przełożonym był polski misjonarz ojciec Tadeusz Brzozowski. Podczas niedzielnej mszy (14.03.) zostaliśmy wywołani przed ołtarz i zgromadzonym wiernym opowiadaliśmy o naszej wyprawie. Początkowo planowaliśmy 2-3 dni pobytu w Nairobi, ale po wizycie w polskiej ambasadzie (15.03.) nasze plany uległy zmianie. Pani ambasador, bardzo miła i uczynna osoba, zaproponowała nam spotkanie z Polonią 25 marca, na co chętnie przystaliśmy. Mieliśmy więc do 10 dni wolnego czasu. Spędziliśmy je na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego. Pojechaliśmy wraz z rowerami pociągiem do drugiego miasta Kenii - Mombasy. Odległość 500 km pociąg pokonał w 15 godzin. Za bilet 3 klasy zapłaciliśmy tylko 19 zł, a np. bilet 2 klasy kosztował już 100 zł. Za 16-kilogramowe rowery zapłaciliśmy po 15 zł. Z Mombasu - już na rowerach - dotarliśmy jadąc wzdłuż wybrzeża do miasta Maldini. Tam wypoczywaliśmy przez kilka dni, kąpiąc się w cieplutkim oceanie. Wracając po tygodniu z wybrzeża do Nairobi zza szyb pociągu mogliśmy podziwiać z bliska prawdziwy afrykański zwierzyniec - antylopy, strusie,zebry i żyrafy.
Na spotkaniu z Polonią w ambasadzie pokazaliśmy zdjęcia z dotychczasowej podroży oraz odpowiadaliśmy na wiele pytań. Obecny był szef Komisji Europejskiej w Kenii, księżna Maria Sapieha - wnuczka Ministra Spraw Zagranicznych II RP Eustachego Sapiehy oraz Polacy pracujący na kontraktach firm i instytucji międzynarodowych. Po spotkaniu miejscowa telewizji K24 przeprowadziła z nami wywiad. W naszej ambasadzie mieszkaliśmy 3 dni. Podczas pobytu w Nairobi odwiedziliśmy także dom i posiadłość duńskiej pisarki Karen Blixen, która na początku XX wieku mieszkała tu przez 15 lat na plantacji kawy. Swoje losy opisała w powieści „Pożegnanie z Afryką”. Film oparty na tej książce z Meryl Streep i Robertem Redfordem,w 1984 roku wyróżniony został przez amerykańską Akademię Filmową siedmioma Oskarami. Od imienia pisarki - Karen, nazwę przyjęła cala dzielnica.
Z Nairobi do granicy Kenii z Tanzanią jest tylko 160 km. Tuż za granicą wznosi się potężne Kilimandżaro, najwyższy szczyt Afryki (5.895 m n.p.m). Przy dobrej pogodzie można go dostrzec z lotniska w Nairobi.
Granice Kenii z Tanzania przekroczyliśmy 30 marca. Następnego dnia dotarliśmy do polskiej placówki misyjnej, 17 km za dużym miastem Arusha. U ojców Franciszkanów spędziliśmy Wielkanoc. Razem z nami w Domu Formacyjnym mieszkała młoda polska lekarka z Kielc. Nad jeziorem Wiktoria zarządza ona ośrodkiem zdrowia zbudowanym z funduszy NSZ i Fundacji Redemptoris Missio. Przed przyjazdem na misję wraz z koleżanką brały udział w wyprawie na Kilimandżaro. Koszt takiej wycieczki to ok. 4000 zł. Z ciężkim sercem musieliśmy wiec zrezygnować z wyprawy na Kili.
W misji trzech polskich księży ma pod swoja opieka kościół oraz dwie kaplice. Msze święte odbywają się w języku suahili. Są bardzo żywiołowe. Chór śpiewa i tańczy, a wszyscy wierni klaszczą w dłonie. Rzadko kiedy msza trwa krócej niż 2 godziny. Nie ma w tutejszym kościele zwyczaju świecenia potraw. Przedwczoraj opuściliśmy gościnne progi ojców Franciszkanów, po sześciu dniach pobytu.
Do końca kwietnia planujemy pobyt w Tanzanii. W maju zamierzamy przejechać Zambię, a w czerwcu - Botswanę. W lipcu wjedziemy do Republiki Południowej Afryki, gdzie w tym czasie trwać będą mistrzostwa świata w piłce nożnej. Chcemy zobaczyć jeden z meczów. Potem dotrzemy do Kapsztadu, skąd samolotem wrócimy do Polski”.
Ryszard Karkosz

