Pozdrowienia z Botswany

utworzono: 2010-06-15 11:54
— w kategorii:

Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Tanzania, Zambia, Zimbabwe i RPA znajdują się na trasie podroży Ryszarda Karkosza - mieszkańca Jaworzna, który wraz z innymi uczestnikami wyruszył na wyprawę rowerową po drogach i bezdrożach Afryki. W ciągu 10 miesięcy podróżnicy planują przejechać 12 tysięcy km od Kairu w Egipcie do Kapsztadu w RPA.

Pozdrowienia z Botswany

Fot.: www.roweremprzezafryke.blox.pl

Wyprawa organizowana przez stowarzyszenie rowerowe Welocypedy.pl. pod patronatem Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Związku Kolarskiego.

Ryszard Karkosz w relacji dla nas pisze:

Za miesiąc zakończy się nasza wyprawa przez Afrykę. Te 8,5 miesiąca spędzone tu w afrykańskim buszu, na sawannie czy w górach Etiopii, nie szybko pójdą w zapomnienie. Jazda w upale i deszczu, po drogach kamienistych i piaszczystych nie ułatwiały nam życia, ale warto było się trudzić, bo były to niezapomniane chwile. Póki co mamy jeszcze do przejechania RPA i ostatnie 2 tys. km.

Przed miesiącem opuszczaliśmy stolice Zambii - Lusake. Idąc ulica natknęliśmy się na biało-czerwoną flagę. Pani konsul RP Maria Wiśniewska okazała się bardzo miłą osobą. Przekazała nam kilka adresów polskich misji kościelnych w Zambii oraz poleciła koniecznie odwiedzić holenderskiego plantatora kawy pana Lublinkofha, który osiedlił się tutaj w 1973 roku, kiedy to przyjechał jako 21-letni wolontariusz kościelny. Jego farma to prawdziwe imperium, zajmuje obszar 1600 ha. Są tu m.in. szkoła, piekarnia, przychodnia zdrowia, basen, kort tenisowy, boisko piłkarskie i pas startowy dla małych samolotów i przede wszystkim olbrzymie plantacje kawy i pszenicy. Gospodarz ma swoja drużynę piłkarską i zespól kolarski. W zarządzaniu farmą pomaga mu syn z żoną. Na plantacji spędziliśmy wspaniałe chwile, bo gospodarz to bardzo gościnny człowiek. Na pożegnanie obdarował nas kawą i zapewnił nam noclegi na zapleczu swoich piekarni w miastach Choma i Livingstone. Szczególnie w tym drugim mieście mieliśmy doskonale warunki pobytu. Każdy miał swój oddzielny pokój, a z tarasu mogliśmy podziwiać imponujący widok na cale miasto i słynne Wodospady Wiktorii.

Od 24-go maja jesteśmy w Botswanie. Możemy tu przebywać bez wizy 30 dni. W miejscowości Kazungula szybko i spawanie załatwiliśmy formalności graniczne i w samo południe, przez rzekę graniczna Zambezi przepłynęliśmy promem do tego egzotycznego kraju. W tym miejscu rzeka ma prawie kilometr szerokości.

Botswana jest 2 razy większa niż Polska, ale zamieszkuje ja tylko niespełna 2 mln ludzi, czyli tyle co w Warszawie. Odległości między miastami są bardzo duże. Przemierzając ten kraj z jednego końca na drugi, z miasta Kasane do stolicy Gaborone, na dystansie 950 km mijaliśmy zaledwie jedno większe miasto - Francistown oraz 2 mniejsze i kilka osad. Dlatego na drogę musieliśmy zabierać zapas wody i żywności na kilka dni. W pierwszym mieście po przekroczeniu granicy – Kasane, nocowaliśmy w misji katolickiej prowadzonej przez polskiego zakonnika ojca Marka ze Zgromadzenia Słowa Bożego (werbiści). We Francistown, po przejechaniu 500 km bezludzia schronienie znaleźliśmy u werbistów botswańskich. Tu mieliśmy do dyspozycji pokój, a w nim łóżko oraz 2 grube materace. Mogliśmy też korzystać z kuchni i wc.

Botswana zaskoczyła nas poziomem życia mieszkańców. Wszędzie widać ład i porządek oraz na każdym kroku nowoczesne rozwiązania. To jeden z najbogatszych krajów Afryki. Park Narodowy Chobe odwiedzają gwiazdy Hollywoodu, a samochody marki Mercedes, Audi, BMW czy Volvo, to normalny widok na ulicy, nie do pomyślenia w innych krajach. Bankomaty działają tu bez zarzutu, a w klimatyzowanych supermarketach można bez trudu regulować rachunki za pomocą kart płatniczych np. Visa, okazując jedynie paszport. Ciekawe jest znaczenie slow oznaczających tutejszą walutę. Pula, to w dosłownym tłumaczeniu deszcz, natomiast bilon Thebe to krople. Jedynym mankamentem w Botswanie jest brak zasięgu tel. komórkowej Era.

Obecnie od 8 dni przebywamy w Gaborone. Przyjechaliśmy tu w niedziele 6-go czerwca i od razu udaliśmy się pod katolicką katedrę. Na parkingu podczas rozmowy z członkami rady parafialnej, jedna z pań zaproponowała nam pobyt u siebie, 9 km od centrum miasta, gdzie mieszka wraz z mężem, córką i 3-osobową służbą. Mamy tu świetne warunki pobytu. Namioty rozbiliśmy na wybrukowanym wokół domu placu, miedzy niedużym basenem a drzewem pomarańczowym. Możemy korzystać z kuchni, pralni, wc, a w salonie wspólnie oglądamy mecze piłkarskich mistrzostw świata w RPA. Codziennie rowerami dojeżdżamy do centrum na zakupy. Odbyliśmy też wycieczkę po mieście. Widzieliśmy parlament, Uniwersytet, Ogród Botaniczny, Muzeum Narodowe, Stadion Narodowy oraz inne atrakcyjne miejsca. Zwiedziliśmy tez odległą o 160 km kopalnię diamentów.

Teraz w Afryce Południowej kończy się jesień. Liście opadają z drzew, a ranki i wieczory są coraz chłodniejsze. Miejscowi chodzą ubrani w płaszcze lub kurtki, a nawet noszą rękawiczki i szaliki. My ludzie północy ograniczamy się jedynie do długich spodni i polarów.

W naszych pierwotnych planach z Zambii mieliśmy jechać do RPA przez Zimbabwe. Jednak wiele osób po drodze odradzało nam wizytę w tym kraju. Od wielu lat utrzymuje się tam napięta sytuacja polityczna, a zaopatrzenie w sklepach jest bardzo marne. Najlepiej o stanie tego kraju może zaświadczyć siła jego pieniądza. Na banknotach są nominały milionów, miliardów, a nawet trylionów. Najwyższy to 100 trylionów (100 000 000 000 000).

Z Gaberone do granicy z RPA są 2 dni jazdy rowerem. W RPA możemy bez wizy przebywać 30 dni, a ponieważ do Polski odlatujemy 15 lipca możemy wjechać tu najwcześniej 16 czerwca. Otrzymujemy wiele sygnałów, że ostatnio w RPA jest niebezpiecznie dla białych. Mnożą się podobno akty przemocy, m.in. konsul RP odradzał nam przyjazd do stolicy Pretorii na wybory prezydenta RP 20 czerwca. Postaramy się zachować dużą ostrożność i spróbujemy przejechać jednak przez RPA. Nie możemy przecież zakończyć wyprawy nie osiągając celu, jakim jest dotarcie do Przylądka Igielnego na samym południu Afryki”.

Ryszard Karkosz