Mieszkaniec naszego miasta, Michał Wiatrak, wraz ze swoją żoną Danielle, stworzyli projekt którego celem jest pomoc mieszkańcom Rwandy. Wyznaczyli sobie w nim 3 główne cele: ubezpieczenie zdrowotne dla najbiedniejszych, ubrania dla potrzebujących oraz kształcenie i znalezienie pracy (w tym założenie małej firmy), aby osoby te mogły z czasem zarabiać na swoje utrzymanie. 

Warto zacząć od tego, że w naszym kraju mieszka niewiele osób z Rwandy, a Danielle jest jedyną Rwandyjką mieszkającą w Jaworznie. – Gdyby rozejrzeć się wokół nas, to sądzę, że można by usłyszeć wiele niesamowitych historii. Nie potrzeba szukać ich w filmach, ani w tak zwanych „ciekawych czasach”. Często najpiękniejsze historie są blisko nas. Mieszkamy w kraju, który jest niemal jednolity narodowo i religijnie. Nawet dzisiaj obcokrajowcy to przede wszystkim turyści, a niemal każdy Polak to katolik. Zwykle ludzie wyjeżdżają z naszego kraju za pracą, za lepszym życiem, jednak są ludzie, którzy pokochali nasz kraj i stał się on ich nową ojczyzną. Ja jednak pochodzę ze starej protestanckiej rodziny, od pokoleń związanej z Jaworznem i okolicami. Nie byłoby w tym nic zapewne nic zaskakującego dla większości osób, ale moja żona jest Rwandyjką i tak jak ja, bardzo wysoko w swoim życiu stawia Boga. Dla nas wiara w Boga to nie tylko mówienie „wierzę w Boga”, ale przede wszystkim chcemy potwierdzać swoją wiarę czynem. Jak tylko się poznaliśmy, od razu ją pokochałem i teraz z taką samą pewnością powiem, że nie zamienię jej na żadną inną – opowiada Pan Michał.

 

To, co zwróciło uwagę Pana Michała w Rwandzie, to niesamowita troska o środowisko. Częstym widokiem u nas są dzikie wysypiska śmieci oraz papiery i plastikowe torby toczące się po ulicach. Tam nie ma takiego widoku. To nie wszystko, nie wolno używać plastikowych toreb. Jest to jedyny kraj na świecie, w którym obowiązuje taki zakaz. – Drugą rzeczą, która mnie zaskakuje, są taksówki. Bardzo często są to przerobione motocykle, jest ich mnóstwo i są wszędzie. W Rwandzie było coś jeszcze, co było dla mnie najważniejsze, moja żona. Podążaliśmy za miejscową tradycją, gdzie na początku spotkałem jej rodzinę i mojego świadka, który w imieniu mojego ojca poprosił o rękę. A za zgodą rodziców odbyła się ceremonia ślubna. To było wspaniałe doświadczenie dla mnie i dla niej, z przysięgami małżeńskimi trzymającymi w rękach flagę Rwandy i ze skromną ceremonią, podczas której obecni byli jej rodzina i przyjaciele – dodaje jaworznianin.

 

Okolice stolicy i regiony turystyczne Rwandy wyglądają niezwykle imponująco. Ale życie mieszkańców wiosek nie jest usłane różami – ich codzienność to ciężka praca, a na wiele rzeczy brakuje. Praktycznie nie ma żadnej pomocy dla ludzi w wioskach, a wszelkie akcje skupiają się głównie na stolicy i większych miastach. – W rezultacie wpadliśmy z żoną na pomysł zorganizowania pomocy dla biednych Rwandyjczyków. Projekt rozpoczęliśmy po kilku miesiącach od przyjazdu do Polski. Zebraliśmy ubrania od przyjaciół i przygotowaliśmy pierwszą paczkę, którą wysłaliśmy na własny koszt. W Rwandzie została odebrana przez zaufaną osobę, która mieszka w regionie, w którym postanowiliśmy zorganizować pomoc. Podobnie wspólnie z przyjaciółmi zebraliśmy pewną sumę pieniędzy na zakup ubezpieczenia zdrowotnego dla wielu rodzin, które nie mogą sobie pozwolić na zakup ubezpieczenia zdrowotnego. W Rwandzie ubezpieczenie zdrowotne jest bardzo tanie w porównaniu do polskiego ubezpieczenia zdrowotnego, wynosi 15 zł na osobę rocznie. Po pierwszych sukcesach naszej akcji, choć zorganizowanej w bardzo małej grupie znajomych, rozmawialiśmy z przyjaciółmi o tym, jaka pomoc jest najbardziej potrzebna w Rwandzie – mówi Michał Wiatrak.

Małżeństwo poprosiło przyjaciół z Rwandy o dokumentowanie tego, jak ich pomoc jest dystrybuowana i pokazywać ludziom wokół nich, że to działanie ma cel i sens. Jednym z elementów akcji jest zrzutka, na której prowadzona jest zbiórka pieniędzy dla potrzebujących z Rwandy. – Jednocześnie rozpoczynamy współpracę z lokalną grupą chrześcijańską i chcielibyśmy podzielić się naszymi przyszłymi doświadczeniami i efektami naszej pracy. Nie byłoby możliwe rozpoczęcie tego dzieła, gdybym nie miał żony z tego pięknego kraju, ponieważ ludzie tam mieszkający znają tam najbardziej potrzeby. Dzięki temu mogłem poznać wspaniałą afrykańską kulturę i serdeczność, a także bardzo przyjazne nastawienie do ludzi z naszego kraju – dodaje Pan Michał.