Już dzisiaj o zmroku na jaworznickich wzgórzach zapłoną sobótki. Mimo, że ta tradycja przyrócona została piąty rok z rzędu, wciąż wiele osób zadaje pytania dlaczego w tym terminie?

Dlaczego nie w pierwszą letnią noc i dlaczego nie w dzień wolny od pracy, tylko w poniedziałek.

Odpowiedzi znajdziecie w rozdziale „Sobótki w Zielone Świątki” wydanej w 1931 roku książki pt: „Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego”:

„W Małopolsce zachodniej, od Ojcowa aż pod Cieszyn, zachował się zwyczaj palenia sobótek w obydwa dni Zielonych Świąt. Do obchodu sobótek robią już naprzód pewne przygotowania. I tak przez cały rok składają w suchym miejscu zużyte miotły, skrabaki, a w wigilię Świątek przybijają je do żerdzi, tak samo jako i zczerniałe snopki, skopciałki, wyrwane ze starych strzech. Prócz tego robią pochodnie, zwane sobótkami, przybijając do tyki wiązki słomy, długości źdźbła całego, które okręcają szmatą i oblewają żywicą świerkową. – Z tykami i żerdziami tymi wychodzą na pole, gdzie rozpalają ognisko z suchych gałęzi chojny i jałowca. Przy muzyce wiejskie; młodzież skacze przez ogień, krzyczy i tańczy około ogniska. – Dziewczyna, która z miejsca, równymi nogami, przeskoczy przez ogień sobótkowy, wyjdzie zamąż w tym roku.

Od ogniska zapalają chłopcy przygotowane skrabaki, skopciałki i sobótki i z płonącymi pochodniami obiegają miedzami pole żyta w pierwsze święto, pole pszenicy w drugie święto, podskakując przytym i podrzucając pochodnie w górę. Obrzęd ten nazywa się opalaniem zboża i ma wpływać na dojrzewanie zboża i przyspieszenie twardnienia ziarna.

Na przestrzeni od Ojcowa ku Cieszynowi w wieczór Zielonych Świąt przedstawia się czarujący widok; hen, daleko, jak oko sięgnie, na wzgórzach i dolinach, widać płonące ognie, niby gwiazdy rozsiane po ziemi: – tu bucha płomień z rozpalonego ogniska, tam rozpraszają się po polach, to znów zbiegają razem, płonące pochodnie – a w świetle ich poruszają się sylwetki dziewcząt i młodzieńców, skaczących lub tańczących wśród gwaru, śpiewu i muzyki.

Znaczenie obchodu sobótek różnie sobie tłumaczą; jedni widzą w nim pamiątkę zstąpienia Ducha św. na apostołów w postaci ognistych jeżyków, inni zaś uważają je, co najprawdopodobniejsze, jako pozostałość zwyczaju pogańskiego palenia ogni na cześć bóstw wiosennych, dla uproszenia urodzaju i uwolnienia od złych mocy.

Lud ciemny wierzył dawniej, że w czasie Zielonych Świąt przesiadują ludzi psotami i figlami rusałki, czyli dusze zmarłych w pierwszy dzień Świątek. Rusałki, zaczepione długiem!, zielonymi warkoczami u gałęzi dębu lub brzozy, straszą podróżnych, skacząc na konie, na wóz, drażniąc ich dzikim śmiechem niekiedy tak długo, dopóki nie wyzioną ducha. – Niebezpieczeństwo grozi równie temu, kto w noc zielonoświąteczną przechodzi miedzą wśród zboża. Rusałki bowiem pląsają w zielonych falach żyta jak w wodzie lub gaju i gotowe są pozbawić przechodnia życia.

Na Rusi rybacy nie puszczają się na wodę w wieczory zielonego tygodnia z obawy przed złośliwością rusałek, igrających swawolnie w nadbrzeżnych zaroślach i czyhających na życie ludzkie.

Dla odstraszenia rusałek należy nosić przy sobie piołun i palić sobótki, ścigając je ogniem.

Przeciwieństwem złośliwych rusałek są maiki, nadziemskie istoty, lekkie jak mgła, odziane w przejrzyste szaty: życzliwe ludziom, otaczają opieką stada i zasiewy. W dnie Zielonych Świąt, przystroiwszy cudne swe główki bukietami polnych i leśnych kwiatów, tańczą i śpiewają na majdanach i leśnych łąkach, lub kąpią się w strumykach leśnych. Przedziwną swą urodą starają się czarować młodzieńców, lecz – w przeciwieństwie do rusałek – nie czynią im nic złego i dają się łatwo spłoszyć krzykiem i ogniem. Dlatego to młodzież rozpala na miedzach ogniska, roznosi płonące pochodnie, odstraszając złośliwe rusałki i płochliwe maiki.

W innych okolicach Polski sobótki obchodzą dnia 23 czerwca wraz z innymi obrzędami, związanymi z wigilią św. Jana Chrzciciela.”

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego – Katowice 1931r.