W minioną niedzielę Janek Samołyk, pochodzący z Wrocławia muzyk, kompozytor i aranżer już po raz trzeci zagrał koncert w jaworznickim Jazz Clubie Muzeum. Tym razem przyjechał do naszego miasta, promując nowy album „Czas najlepszy w życiu”. Spotkaliśmy się z artystą po jego występie i porozmawialiśmy o twórczości, jaworznickiej publiczności i… trasie koncertowej w Chińskiej Republice Ludowej.

Trzeci raz jesteś w Jaworznie. To taka robota czy jakoś specjalnie ciągnie cię do naszego miasta?

Prawda leży gdzieś pośrodku. Nie traktuję tego, co robię, jak pracy. To coś, co bardzo lubię robić i mam to szczęście, że muzyka pomaga mi się utrzymać. Nie żyję wyłącznie z grania, zajmuję się innymi rzeczami, choć one też są związane z muzyką. Udzielam lekcji gry na gitarze, pomagam w nagraniach, czasami jestem nagłośnieniowcem. Ale zależy mi na tym, żeby grać dla ludzi, szczególnie kiedy mam do zaprezentowania nowy materiał. Niedawno wyszła kolejna płyta i pielgrzymuję teraz po całej Polsce. Próbuję zainteresować ludzi moją muzyką, pokazać ją. Nie jest łatwo zainteresować nią duże media, ale zawsze mogę wziąć gitarę, wsiąść w samochód i pojechać do ludzi. I Jaworzno jest jednym z ulubionych miejsc. Dowodem na to jest właśnie to, że tu wracamy. Fajne, klimatyczne miejsce. Publiczność po prostu słucha. Ważne jest to, że macie w Jaworznie taką publiczność, która na cichym kawałku nie zaczyna na przykład rozmawiać. Wcale nie jest rzadkie, że kiedy jest dostęp do baru, ludzie chcą się bawić przy mocniejszych kawałkach, a przy tych cichszych zaczynają się rozmowy. Tu tego nie ma.

Cztery albumy wydane w ciągu niecałych siedmiu lat, to chyba powyżej średniej? Jesteś dość płodnym artystą.

Mogłoby być lepiej. Ale faktycznie staram się te płyty dość regularnie nagrywać. Miałem potrzebę, żeby mojej publiczności i ludziom, którzy mogliby tą publicznością być, dać trochę materiału. Bardzo nie chciałem takiej sytuacji, że mam jeden zestaw piosenek i przez 10 lat go gram. Chciałem, żeby tych utworów było więcej. Żeby może niektórzy ludzie mieli swoje ulubione, mniej znane kawałki, które będziemy czasem wyciągać jak asy z rękawa czy króliki z kapelusza. I myślę, że udało się to osiągnąć. Mamy cztery płyty, to ponad dwie godziny muzyki, z której możemy wybierać. Jesteśmy też w stanie zaprezentować się praktycznie na każdej scenie i wyjść z tego obronną ręką. Jeżeli się nas zaprosi na otwarcie wernisażu, mogę z gitarą akustyczną zagrać pół godziny pasujące do klimatu. Jeśli nas zaproszą na juwenalia, też z tych czterech płyt uzbieramy czterdzieści minut naprawdę niezłego, rock’n’rollowego czadu. Nigdy nie jest tak, że mamy przygotowane tylko te dziesięć, piętnaście piosenek. Zawsze jest coś w zanadrzu i każdy koncert jest inny, nie ma rutyny.

Ciężko nagrać w Polsce płytę? Zdobycie kontraktu z wytwórnią Polskiego Radia chyba nie jest łatwe. Wygranie Off Festiwalu pomogło?

Nie miałem trudności w zdobyciu kontraktu, właśnie dlatego, że udało mi się wygrać konkurs dla nowych zespołów na Off Festiwalu 2009. Wtedy miałem już w większości nagraną pierwszą płytę. Po tym sukcesie rozesłałem do paru wytwórni ten materiał i Polskie Radio było zainteresowane, dogadaliśmy się. Nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem wydawcy. Nigdy nie miałem też takiej sytuacji, że mógłbym sobie go dowolnie wybrać, ale faktycznie nie zdarzyło się, że jakaś płyta mogła się nie ukazać przez to, że nie było u kogo. Tym razem dość świadomie zmieniłem wytwórnię na Thin Man Records. Nagrywają tam świetne zespoły, jest bardzo dużo dobrej muzyki i fajnie być w tym klubie. Po współpracy z dużą, państwową firmą bardzo pragnąłem współpracy z prywatną wytwórnią, gdzie będę mógł dogadać się bezpośrednio z człowiekiem, który będzie w moim temacie tak samo zorientowany, jak ja.

A o co chodziło w Chinach? Wyczytałem gdzieś, że tam koncertowałeś?

Tak było. Niedaleko stąd, w Mysłowicach działał indie popowy skład Iowa Super Soccer. Zespół już niestety nie istnieje, ale kiedy grał, zbierał świetne recenzje. Dostał zaproszenie, chyba od jakiegoś polskiego promotora, żeby pojechać na koncert do Chin. Kiedy już tam zagrali, zostali zaproszeni ponownie, tym razem przez samych Chińczyków. Spodobali się. Była szansa na poszerzenie składu. Moje piosenki zostały zaakceptowane i pojechaliśmy wspólnie jako Iowa Super Soccer i Janek Samołyk. Pomagałem trochę w ich piosenkach na gitarze, oni występowali, kiedy grałem moje utwory. Było fantastycznie.

Dziękuję za rozmowę.