Sześćdziesięciorgiem pacjentów jaworznickiego Hospicjum Homo-Homini opiekują się w domach najbliżsi. Wykonują często heroiczną pracę, a bywa, że sami potrzebują wsparcia, pomocy psychologicznej i lekarskiej.

Sytuacje są różne. Bardzo często dotyczą starszych osób zajmujących się swoimi małżonkami. Nierzadko też dorosłe dzieci opiekują się swoimi chorymi rodzicami.

Taka jest historia pani Renaty Leśniak. Zaczęło się 10 lat temu od opieki nad tatą mającym chorobę Alzheimera. To bardzo ciężkie, przewlekłe schorzenie w dużym stopniu dotyka całą rodzinę. – Niedługo po tym, jak tata zmarł, w 2013 roku, u mamy zdiagnozowano białaczkę. Najpierw rozpoczęła się chemioterapia. Jednak w związku z powikłaniami, została wstrzymana. Teraz, co cztery tygodnie, ma przetaczaną krew. Jest to dla niej jedyne lekarstwo, przedłużające życie – opowiada Renata Leśniak. Opieka nad kochaną, chorą osobą, to bardzo specyficzny rodzaj poświęcenia. Nie bez powodu gdańska Fundacja Hospicyjna porównuje opiekunów rodzinnych do superbohaterów. Bez wahania oddają swój czas i energię, w pełni angażując wszystkie siły i środki, z czasem zaczynając niemal w stu procentach żyć chorobą bliskiej osoby. – Jedyną chwilę dla siebie mam rano, kiedy mogę krótki czas przeznaczyć na modlitwę czy gimnastykę. Wstaję o piątej, żeby wykorzystać ten moment. Na ósmą muszę być w pracy w Katowicach, około osiemnastej wracam do domu. Dla mamy, która obecnie jest na tyle silna, że nie musi mieć opiekunki na czas mojej nieobecności, te kilka godzin w samotności to ciężkie przeżycie i zawsze wyczekuje mojego powrotu, tęskni – mówi pani Renata. Podkreśla, że podczas opieki nad bliską osobą, w sytuacji niemal ciągłego stresu, człowiek jest w stanie poradzić sobie z bardzo wieloma przeciwnościami. Nie pozostaje to jednak bez wpływu na jego zdrowie. U pani Renaty niedawno lekarze zaczęli podejrzewać poważną chorobę. Obecnie w bytomskim szpitalu czeka na operację. Pomimo kolejnych ciężkich momentów, pozostaje osobą niezwykle pogodną. Daje się to odczuć od pierwszego spotkania. – Dla mnie najlepszym sposobem z radzeniem sobie w tych chwilach jest modlitwa. Pomaga, wzmacnia. Zresztą nie mam przecież innego wyjścia, nie dam się – mówi z uśmiechem. Nie bez znaczenia jest pomoc, na którą może liczyć ze strony hospicjum. – Po tym, jak zaczęła chorować mama, mogłam docenić wartość tej instytucji, ponieważ miałam porównanie z tym, jak musiałam borykać się z chorobą taty. Wtedy znikąd nie mogłam liczyć na pomoc. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Mamy opiekę lekarza, pielęgniarki, grupę wsparcia. Dla mnie to kolosalna różnica, bo mam świadomość, że niezależnie od pory dnia lub nocy, mogę na kogoś liczyć – przyznaje pani Renata i zaznacza, że to wielkie szczęście, że mamy w Jaworznie hospicjum.

Jej historia pokazuje, że bohaterowie też potrzebują pomocy. Prowadzona przez Fundację Hospicyjną akcja „Opiekun rodzinny – nie musi być sam” właśnie na nich zwraca teraz szczególną uwagę. Sprawdźmy, czy w naszym otoczeniu nie mieszka jeden z bohaterów. Może jemu też potrzebna jest pomoc.

 

W minioną niedzielę, 3 grudnia, w CK Teatrze Sztuk dla opiekunów rodzinnych, współpracujących z jaworznickim hospicjum, zorganizowany został koncert zespołu Zipnotics i chóru Grand Cameralis. Ta charytatywna impreza rozpoczęła cykl spotkań, podczas których osoby na co dzień poświęcające się opiece nad najbliższymi będą miały możliwość złapania oddechu, znalezienia chwili tylko dla siebie. Raz w miesiącu opiekunowie rodzinni zapraszani będą na wykłady, spotkania z psychologami czy pielęgniarkami. Akcja ma na celu nie tylko fizyczne „wyciągnięcie” osób z domów, ale przede wszystkim uświadomienie im, że oprócz opieki nad bliskimi, powinni zadbać o swoje potrzeby.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMikołaje pobiegli i pomogli
Następny artykuł