Przebudowa drogi na Rogatce dobiega końca i na pewno wzbudzi kontrowersje – zniknęła zatoka autobusowa, pojawiły się (choć jeszcze nie wymalowane) szerokie pasy dla rowerzystów i przejazdy rowerowe.
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że duża część kierowców nie przyjmie takich rozwiązań ze zrozumieniem. Raczej za wynik ideologicznej krucjaty przeciwko kierowcom. Czy oby na pewno?

– Rezygnacja z zatok na rzecz peronów przystankowych ma na celu przede
wszystkim usprawnienie działania komunikacji miejskiej poprzez wpływ na
szybszy przejazd autobusu przez miasto – mówi Maciej Zaremba, rzecznik prasowy PKM Jaworzno.

Nie jesteśmy jedynym polskim miastem gdzie leczy się zatoki – Zatoki likwidują w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Olsztynie, Słupsku. Dlaczego?

Największym problemem współczesnych miast jest zatłoczenie ulic. Samochód przestał być dobrem luksusowym. Może go mieć praktycznie każdy. Eksperyment z dopasowaniem miasta do samochodu przeprowadzili amerykanie. I dziś rakiem się z tego wycofują, bo samochód stał się chorobą nowotworową miast doprowadzając do ich więdnięcia.

Inną drogą poszli rządzący w Europie Zachodniej – kiedy zorientowali się, że nadmierna ilość samochodów oznacza tylko i wyłącznie kłopoty – korki, skażenie środowiska, ryzyko wypadków – zdecydowali coś z tym zrobić. To coś to sprawienie by samochodów było mniej.

Kiedy jesteśmy gośćmi miast na Zachodzie to zaskakuje nas jak mało – w stosunku do Polski – jest tam samochodów na ulicach. Oni to osiągnęli dzięki transportowi publicznemu, a w wielu miejscach również dzięki codziennym podróżom dokonywanym rowerami. Ale oni nie mówili o promowaniu transportu publicznego – oni to robili. I tym samym coraz więcej ludzi korzystało z transportu publicznego zostawiając na jezdniach miejsce dla tych, którzy z różnych powodów nie mogli zrezygnować z podróży samochodem. Doszło wręcz do tego, że są miasta gdzie krótkie podróże autem stały się obciachem. Bo są.

Ułatwienia dla transportu publicznego objęły również infrastrukturę – mimo że zatoki autobusowe nie były na Zachodzie tak masowe jak w krajach wschodu – zaczęto je likwidować. Wjechanie i wyjechanie z zatoki to utrata czasu, ryzyko kolizji, niebezpieczne manewry dużych pojazdów. A z autobusu korzysta kilkadziesiąt osób podczas gdy zwolnić za nimi najwyżej kilka pojazdów.

Od dwóch lat peron „blokujący ruch” samochodom działa na Placu Jana. Okazało się, że wbrew początkowym niepokojom i głosom o wielominutowych postojach autobusów przeciętnie autobus zatrzymuje się na… 7-8 sekund. Niskopodłogowe, przyklękujące przy otwieraniu drzwi autobusy pozwalają na bardzo sprawne wchodzenie i wychodzenie. W ten sposób komunikacja publiczna jest bardziej atrakcyjna i więcej ludzi z niej korzysta. Oznacza to mniej aut na ulicach i w konsekwencji mniejsze korki. To działa. Model amerykański – poszerzania dróg – nie działa.

 

 

2 KOMENTARZE

  1. Mam nadzieję że przy remoncie ulicy Podwale 2 zatoki przystankowe również zostaną zlikwidowane. Ja jestem za. Szkoda że przy remoncie nie zlikwidowano jedynej zatoki na ulicy Wiejskiej.

  2. Wyjazd autobusu z zatoki w naszym mieście nie jest problemem, ponieważ nie brak u nas życzliwych kierowców, przez co trwa około 5-8 sekund. Tak też wydaje mi się, że wyjazd z zatoki nie jest przyczyną opóźnień autobusów. Tak nawiasem mówiąc to nasze autobusy są opóźnione tylko przez problemy z ruchem poza naszym miastem. Wydaje mi się natomiast, że bardziej niebezpieczne są perony, ponieważ jeżeli przeciętny kierowca jedzie za autobusem i widzi, że autobus zatrzymuje się przy peronie, to odruchowy chce próbować go wyprzedzić zjeżdżając na przeciwny pas a zarazem stwarzając zagrożenie (zazwyczaj decyzja o wyprzedzeniu jest impulsem a nie przemyślaną decyzją, gdzie oceniamy czy uda nam się bezpiecznie wykonać manewr czy nie).

Comments are closed.