Do Jaworzna, na zaproszenie Jakuba Byrczka, fotografika i wykładowcy na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego przyjechał ze swoją wystawą profesor Bogdan Dziworski, światowej sławy operator filmowy, reżyser, dokumentalista i fotografik. Artysta pracuje obecnie nad filmem dokumentalnym o Andym Warholu. Jest autorem i współautorem kilkudziesięciu filmów dokumentalnych i paradokumentalnych, zdobywcą wielu międzynarodowych nagród. Wystawa „Podchody i inne gry towarzyskie”, którą można oglądać w galerii Pustej cd. jest zbiorem 12 zdjęć, powstałych w ostatnich 30 latach pracy profesora. Należą one do kanonu polskiej fotografii powojennej.

Razem z dr Jakubem Byrczkiem mają panowie pomysł na ożywienie jaworznickiej przestrzeni. Może pan uchylić rąbka tajemnicy?

Chcemy zrobić pewnego rodzaju warsztaty. Niedawno w Krakowie robiłem warsztat Arriflexa, jednej z najlepszych kamer na świecie. Miałem do dyspozycji wszystkie dostępne możliwości: sprzęt, technikę, oświetlenie i tak dalej. Pomyślałem sobie i przedyskutowałem to z Jakubem Byrczkiem, że moglibyśmy w Jaworznie zrobić warsztat odwrotnie – analogowo na materiałach polaroidowych. Na świecie powraca trend do negatywu. I właśnie w Jaworznie, gdzie jest odpowiednie zaplecze hotelowe i mała, ale piękna przestrzeń galerii, gdzie chodzi o atmosferę, taki warsztat można poprowadzić. Ja się do tego wręcz zapaliłem i będziemy o tym myśleć.

fot. Bogdan Dziworski
Jedno ze zdjęć prezentowanych w galerii Pustej cd.

A jaworznicka wystawa? Proszę o niej opowiedzieć.

Jestem w trakcie realizacji dużej książki, która będzie miała tytuł „f 5.6”, czyli przesłona 5.6. Niektóre z prezentowanych tu zdjęć wejdą do tej książki. Później będę miał wystawy, które będą jeździły po świecie. Poprzez profesjonalne firmy Leica i Hasselblad, które produkują sprzęt z najwyższej półki, będę wchodził na różne rynki. I to, co Jakub prezentuje w swojej galerii, to taka pierwsza jaskółka, która pojawiła się przed wrześniową premierą mojej książki. Prace prezentowane w Jaworznie, to głównie moje stare zdjęcia, ale niosą one pewien klimat, którego już nie da się powtórzyć. Powstały przede wszystkim w latach 70. i 80., głównie na ulicach Łodzi.

Reżyserowane?

Wyczekane. Zrobienie takiego zdjęcia wymaga niestety czasu, chodzenia. Wyreżyserować jest prosto, ale chwycić to w biegu i w odpowiednim momencie uruchomić migawkę jest dość trudno i w tym momencie niepopularne. Za to nie ma się pieniędzy, a trzeba dużo czasu spędzić na przykład na ulicach. Nawet sam już nie będę wchodził w ten klimat, bo to nie te czasy. Wracam do fotografii, ale już w całkiem innych klimatach. Muszę inaczej wymyślić rzeczywistość. Teraz jest zupełnie inna bajka i trzeba się dostosować do tej bajki. No, ale to, co zrobiłem, to już jest. W tych starych fotografiach głównie chodzi o stosunki międzyludzkie. Człowiek jest podglądany, a nie reżyserowany.

Wie pan wcześniej, co chce przekazać?

Wiem, że nic nie wiem, od tego się zaczyna. Jak pan myśli, panie kolego, to pan już jest skażony. Nie złapie pan tego, co może pana zaskoczyć. Życie jest bogatsze od tego, co wyczyta pan w książce. Pan tego nie wymyśli. Trzeba pracować, a nie myśleć. Czasem zaczynam kombinować i wtedy już przegrywam. Intuicja, pozwalanie sobie na zaskoczenie.

Ale filmy, które pan tworzy nie są w pełni dokumentalne?

Nie, są paradokumentalne. Nie używam komentarza, operuję obrazem. I muszę powiedzieć, że to też jest dosyć trudne, bo wiadomo, że komentarz ciągnie zawsze akcję. A ja muszę tę akcję nadrabiać formą. Robiłem też dużo filmów dla BBC. Z wojny w Jugosławii, filmy o Żyrinowskim, Karadžiću. Współpracowałem przy nich z laureatem Oscara, Pawłem Pawlikowskim. To było kilka lat pracy.

Czy odbiorca zawsze jest w stanie właściwie odszyfrować przekaz?

Nie. Ale musi się wysilić. Wtedy zawsze komentarz będzie odbiorcy, bo ja mu nie daję na talerzu wszystkiego, on sam musi stworzyć sobie komentarz do danej historii. Zrobiłem parę znaczących filmów, które objechały świat i przez to, albo dzięki temu, że były bez komentarza, są bardzo uniwersalne i zrozumiałe w każdym kraju i kulturze. Wie pan, trudno jest zrobić takie filmy, ale one cały czas żyją. Te, które robiłem 20 lat temu do dziś są świeże i poszukiwane. Nadal są bardzo dobrze przyjmowane. Coś za coś. W polskim dokumencie publicystyczne dokumenty zrozumiałe są dla Polaka. I na gruncie polskim są fantastyczne. Ale jeśli taki obraz pokaże pan gdzie indziej, to będzie czarna magia. Bardzo mało jest filmów uniwersalnych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Dawid Litka/Puls Jaworzna