„Myślę, że w mieście, gdzie jest tak dobry klimat dla rowerów i jest tylu fantastycznych ludzi, którzy kochają kolarstwo, o wiele łatwiej organizuje się takie imprezy, jak Tour de Pologne”. Czesław Lang

Start jednego z odcinków Tour de Pologne znów będzie w Jaworznie. I to przez dwa kolejne lata. Czy Jaworzno było trudnym partnerem w negocjacjach?

Nie, raczej przyjemnym partnerem. Już tutaj byliśmy, zobaczyliśmy, że są fantastyczni ludzie i atmosfera. To, co razem robimy dla ludzi, cieszyło się niesamowicie dobrym odbiorem wśród mieszkańców Jaworzna. A przecież na tym to polega, kiedy się robi imprezę sportową, która niesie ze sobą wielkie emocje, ale też, przede wszystkim, wielką radość ludzi. Ludzie to docenili, dlatego wróciliśmy tu z wielka sympatią i wielka chęcią.Tour de Pologne od wielu lat to „kolarska Liga Mistrzów”. Do Polski przyjeżdżają gwiazdy światowego peletonu. Skoro mamy tak znakomitych aktorów, to potrzebują też pięknej sceny. W tę strategię Jaworzno wpisuje się znakomicie.

Widział pan dziś, że w Jaworznie środowisko rowerzystów jest duże. Jak pan je ocenia na tle innych miast, przez które przebiega wyścig?

Jestem bardzo szczęśliwy, że jest tu taki ruch rowerowy i tylu fantastycznych kolegów jeździ na rowerach. Chętnie zresztą pojadę kiedyś razem z nimi. Dodatkowo panowie prezydenci dają w tej kwestii właściwy przykład. Myślę, że w mieście, gdzie jest tak dobry klimat dla rowerów i jest tylu fantastycznych ludzi, którzy kochają kolarstwo, o wiele łatwiej organizuje się takie imprezy, jak Tour de Pologne. Tak naprawdę, robimy tę imprezę właśnie dla nich. Mam to szczęście być w Jaworznie i dla tych wszystkich ludzi, wspólnie z władzami miasta, przygotować piękny start do trzeciego etapu.

Kolarstwo, to amatorzy tej dyscypliny, ale i odpowiednie inwestycje w mieście. Jest pan w stanie ocenić, jak pod tym kątem wygląda Jaworzno w porównaniu z innymi miastami?

Po rozmowie z panami prezydentami wiem, że jest duże zaangażowanie i myślę, że te inwestycje, które tu będą, na pewno będą jeszcze bardziej wpływały na rozwój kolarstwa. Pokazuje to siłę roweru. To nie po prostu dwa kółka i rama. Można na nim robić wiele rzeczy: jeździć dla przyjemności, dla sportu czy też użytkowo – do pracy. Na pewno to odciąży ruch i wpłynie na jakość życia w Jaworznie.

Czy możemy już zdradzić, jakie teamy i jakie sławne nazwiska pojawią się w tegorocznym wyścigu?

Tour de Pologne, to taka kolarska Liga Mistrzów. Na pewno wystartuje 18 najlepszych zespołów świata, najlepsi kolarze, te drużyny, w których jeździ Michał Kwiatkowski, Rafał Majka i wielu, wielu innych zawodników. Zapraszamy również 5 drużyn na tzw. dzikie karty. Przyjadą najlepsi kolarze, którzy w tym okresie będą w najlepszej formie. Na pewno emocji sportowych nie zabraknie.

Może pan zdradzić, jak wyglądało to wszystko w 1993 roku, kiedy profesjonalizował pan Tour de Pologne?

To było dawno, wyścig był amatorski. Nie było to łatwe, bo nikt na zachodzie, żadna grupa zawodowa, nie wiedziała, co to jest Wyścig Dookoła Polski. Nasz kraj, będąc za żelazną kurtyną, był postrzegany tak, że kiedy rozmawiałem z profesjonalnymi kolarzami, a to byli na ogół Włosi, moi koledzy, z którymi się ścigałem, żeby przyjechali do Polski na wyścig, pytali: „Ale tam jest jedzenie, jest gdzie spać? Jak my się tam będziemy ścigali?”. Wręcz myśleli, że tu białe niedźwiedzie po ulicach chodzą… Na pewno nie było to łatwe. Ale po pierwszym razie, kiedy przyjechali, zobaczyli, że są fajni ludzie, jest bezpiecznie, że jesteśmy bardzo gościnni. I tak, krok po kroku, zaczęliśmy organizować ten wyścig w coraz wyższej i wyższej klasie. Aż w pewnym momencie, kiedy Międzynarodowa Unia Kolarska postanowiła wybrać najważniejsze wyścigi do światowego kalendarza, wpisał się również do niego Tour de Pologne. Uważam to za nasz sukces. Nasz, to znaczy organizatorów i wszystkich Polaków. Takich wyścigów jest mało, kilkanaście na całym świecie. I w tym gronie najważniejszych wyścigów świata mamy nasz narodowy, Tour de Pologne.

Jakich nowości możemy spodziewać się w tym roku?

Na pewno wyścig będzie troszkę inny, bardziej górski. Nie będzie jazdy indywidualnej na czas. Tradycyjnie zawsze Kraków kończył wyścig, a tym razem odwróciliśmy kolejność i w Krakowie będzie start. Dla nas to bardzo ważne miasto – pełni taką samą rolę jak Paryż dla Tour de France. Zakończymy w Bukowinie Tatrzańskiej.

Ma pan jeszcze tę Ukrainę, na której zaczynał pan jeździć?

Mam rower marki Ukraina. Kiedy kończyłem 50 lat, brat mi go wyszykował, o co trochę byłem zły, bo go pomalował i rower stracił oryginalny kolor. Ale mam go nadal i mam do niego wielki sentyment, bo to na nim uczyłem się jeździć i wystartowałem w pierwszym wyścigu: Małym Wyścigu Pokoju. Od niego zaczęła się moja miłość do roweru.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Dawid Litka