Christina Ricci as Lizzie Borden. Movie airs in January on Lifetime. It's called "Lizzie Borden Took an Ax."
Christina Ricci as Lizzie Borden. Movie airs in January on Lifetime. It’s called „Lizzie Borden Took an Ax.”

W warunkach zagrożenia czy problemu potrafimy się zjednoczyć, ale zazwyczaj człowiek człowiekowi wilkiem. Stajemy w opozycji do siebie, bo widać konflikt jest w nas, ludziach, ukryty gdzieś wewnątrz, na stałe.

W USA już po wyborach, wynik dla jednych zaskakujący, dla drugich przyjęty z radością. Zapewne tak, jak i w naszym kraju, doszło do „dobrej zmiany”, gdyż mieszkańcy mieli dość takiego, a nie innego sprawowania władzy. To zaskakujące, że wybory to zazwyczaj nie głosowanie „za kimś”, ale „przeciw komuś”. Do tej pory nie przyglądałem się, jak to wygląda w innych krajach, gdzie panuje demokracja (bo na Białorusi i w Korei to wiadomo jak jest), ale po ostatniej kampanii w Ameryce, zauważyłem, że model ten jest wszechobecny. Na bazie niechęci do klasy rządzącej chcemy coś zmienić i rzucamy wszystko na jedną szalę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami, czego później żałujemy. Piszę MY,  mając na myśli ogół – wszystkich ludzi. Sam niejednokrotnie daję się wkręcić w tryby maszyny, napędzanej przez media, na szczęście mając możliwość czerpania wiedzy z różnych źródeł, staram się wypracowywać własne zdanie, niekreowane przez nikogo. Mam wrażenie, że wokół trwa wojna ludzko-ludzka, kandydaci ze wspomnianej kampanii wyborczej wyciągali przeciwko sobie działa, ale cały arsenał atomowy. Jad, nienawiść oraz żądza władzy kapała z ekranów, monitorów, z mównic. Co ciekawe, tak samo wyglądają kampanie na każdym szczeblu władzy i to wszędzie.

To właściwie dość ciekawe, że będąc jednym narodem stajemy po dwóch stronach barykady, wręcz jesteśmy zmuszeni do zajmowania określonego stanowiska, opowiadania się po którejś ze stron. O ile nasz interlokutor popiera nasze stanowisko, jest dobrze, jeśli nie, nie potrafimy o tym dyskutować, tylko przechodzimy do ataku. A w takim momencie nawet spokojna bibliotekarka może zmienić się w tresera lwów. Lepiej wcale nie zaczynać!

Przez internet przewala się właśnie kolejny etap pseudodyskusji narodowej, związanej ze Świętem Niepodległości i warszawskim marszem, który co roku budzi sporo kontrowersji. Z jednej strony zwolennicy, którzy przekonują, że w tych wydarzeniach biorą udział osoby o duszy patriotycznej, z drugiej zaś przeciwnicy, którzy zarzucają że to marsz kiboli, którzy w ten sposób chcą doprowadzić do zamieszek i symbolami narodowymi oraz wyzwoleńczymi ocierają sobie przysłowiową gębę. Prawda, jak zawsze, leży pewnie pośrodku, ale dopiero media pokażą to, co będą chciały. A ludzie uwierzą, bo w co mają wierzyć, jak nie w to co widzą. Chociaż zależy, który kanał włączą, czy raczej w jaki wpadną (jestem przeciwnikiem wszelkiej telewizji). Ja ze swojej strony chciałem przypomnieć, że już kiedyś zakpiłem w felietonie z naszych patriotów, którzy ozdabiali w trakcie trwania mistrzostw piłkarskich swoje samochody, a jakoś na święta państwowe zapominają wystawić flagi na balkon czy elewację domu. Taki patriotyzm wybiórczy i skomercjalizowany. Kiedyś rozmawiałem nawet z człowiekiem, który powiedział mi, że on nie wystawia, bo nie ma na domu… zaczepu. Brawo, świetny powód. A ja mam i wystawię.

Inną sprawą jest to, że nasze święta narodowe zaprawione są martyrologią, smutkiem, zadumą nad losem przeklętym Polski. Święto Niepodległości we Francji, USA czy też innych krajach (nawet w Rosji), to wielkie, wesołe wydarzenie, festyn narodowy, radość i zabawa. Nie u nas. U nas tak działo się kiedyś, na 22 lipca. Ale to święto to już relikt przeszłości i jesteśmy w opozycji do niego oraz do tego, co działo się wtedy. Inna sprawa, że data 11 listopada nie sprzyja zabawie, szczególnie plenerowej, ale zawsze można z tego coś zrobić, oprócz przemarszu orkiestry i mszy w kościele. Ale może to też kwestia tego, co powiedział mój znajomy niedawno: Wiesz, dla mnie to po prostu kolejny dzień wolny, a w tym roku fajnie, bo długi weekend się trafił. Tylko trzeba zrobić zakupy w środę, bo w czwartek zaś szał będzie. I jak tu wierzyć w ten patriotyzm…

Ale na koniec optymistycznie, zasłyszane na ulicy, gdy rozmawiały dwie starsze panie w chustkach na głowach: – Wie pani, już po Wszystkich Świętych, to zaraz Boże Narodzenie, Nowy Rok, Trzech Króli, ferie i wiosna za pasem, zaś człowiek starszy, zleci jak nic…

Raingod