1266659323_by_repok1991_600Nie macie wrażenia, że od jakiegoś czasu ludzie na siebie warczą? Jest nieprzyjemnie w sklepie, na stacji paliw, w autobusie. Nawet w bibliotece!Ewidentnie coś wisi w powietrzu i to musi wybuchnąć, aby się napięcie rozładowało.

Pan warczy na kobietę w Biedrze, bo nie ma jego ulubionych papierosów. Pani sprzedawczyni następnemu klientowi kasuje towar, rzucając nim jak kość psu, klient fuka na nią. I tak w kółko. Ostatnio koleżanka opowiadała, jak znajomy, mieszkający od wielu lat za granicą, po wizycie w Polsce skomentował, że chyba nigdzie na świecie nie jest tak nerwowo, przesadny pośpiech powoduje napięcie. Był zdenerwowany, że stacji paliw nie można spokojnie zatankować auta i umyć po tej czynności rąk, bo już nerwusy trąbią. Ja wprawdzie nie zauważyłem takich zachowań, a jeśli już to incydentalne, ale nieuprzejmych ludzi zauważam codziennie.

Sam mam styczność z handlem, czasem obsługuję w sklepiku. Staram się podejść do klienta z uśmiechem, ale czasem po prostu się nie da. 50% klientów wychodzi z roszczeniowej zasady – KLIENT NASZ PAN. Otóż nie, wcale nie. Relacja sprzedawca – klient ma według mnie wymiar partnerski, to rodzaj zawarcia umowy handlowej, klient nie robi żadnej łaski, że coś kupuje. A sprzedawcy wcale aż tak bardzo nie zależy na sprzedaży za wszelką cenę, lepiej sprzedać mniej, ale nie mieć nadszarpniętych nerwów po przykrej relacji z nieprzyjemnym klientem. Dzień dobry, dziękuję, proszę – to coraz rzadziej spotykane wyrażenia, nie mówiąc już o uśmiechu. A rzucanie pieniędzmi przez klienta i traktowanie protekcjonalne sprzedawcy – to standard. Szkoda słów. Ciekawe, jak tacy ludzie traktują swoje rodziny? A może właśnie przez to, że sami są źle traktowani, wyżywają się później na bogu ducha winnych ludziach. I pewnie na zwierzętach. Ostatnio usłyszałem na temat jednego nieprzyjemnego gościa, że jego pies planuje go zabrać do lasu i przywiązać do drzewa. Czasem by się tak przydało.

Kilkakrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy wspominałem, że mamy w tym roku zwiększoną ilość wypadków drogowych w mieście. Co ciekawe, redaktor naczelny niebieskiej gazety, pomimo dokumentacji na gazetowym portalu wszelkich tego typu przypadków, atakuje w swoim felietonie stworzenie strefy z prędkością 30 km/h. Już było kilku takich, którzy jeździli “szybko, ale bezpiecznie” i teraz odwiedzamy ich 1 listopada na Wilkoszynie lub Pechniku. Cieszmy się, że zmiany są wprowadzane po dobroci, w celach prewencyjnych, w odróżnieniu od innych miast naszpikowanych radarami. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to i u nas się pojawią, bo jak nie mandat i punkty, to nic szaleńca na drodze nie zatrzyma, żadne tablice informacyjne, przewężenia, kameralizacje czy progi. Pewnie do tematu drogowego wrócę niebawem, bo mnie szlag trafia, jak patrzę, co się dzieje na drogach. A teraz coś z zupełnie innej beczki.

Ostatnio usłyszałem, że w Elblągu jest taka bieda i bezrobocie, że przy Kanale Elbląskim, kaczki rzucają ludziom karmę. W Jaworznie jest zdecydowanie inaczej, przynajmniej według statystyk. Bezrobocie na poziomie 6,3%. A pewnie jak wejdzie opieka zdrowotna bez potrzeby rejestracji w Urzędzie Pracy, to spadnie jeszcze o połowę. Znajomi dali ogłoszenie o pracy, na pełen etat, w kawiarni. Na kilku portalach informacyjnych. Zgłosiło się 0, słownie ZERO zainteresowanych. Znajoma, która ma sklep na Sienkiewicza, twierdzi że szuka pracowników od dwóch lat. Czyli mamy dobrobyt. Oczywiście nie możemy założyć, że sklep czy kawiarnia zapłaci 3000 zł potencjalnemu pracownikowi, bo jak państwo polskie dołoży swoje haracze, bandycki ZUS, to nikt na to nie zarobi. Może więc czas najwyższy, zamiast dawać ludziom rybę, władza da wędkę do jej złapania w postaci obniżenia podatków i opłat obciążających pracodawców? Wtedy to i 4000 da niewykwalifikowanemu pracownikowi zarobić, bo będzie go na to stać. A i młody człowiek tyłek ruszy do pracy, bo zacznie mu się chcieć. No dobra, kończę, bo zaczynam bajki opowiadać. Dobrego weekendu.

Raingod