bieg dzieci.cdrJan Kondrak – Lublinianin, autor, kompozytor i wykonawca piosenek poetyckich. Jest współzałożycielem Lubelskiej Federacji Bardów, zdobywcą nagród Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, Krajowego Festiwalu Piosenki w Opolu i świnoujskiej FAMY. Wymyślił formułę Festiwalu Kultury Ekologicznej w Józefowie i go prowadzi. Koncertuje nie tylko w Polsce, ale też w Austrii, Irlandii, Francji, Anglii, USA, Bułgarii, na Białorusi i Ukrainie.

Kiedy rozpoczęła się pana przygoda z poezją śpiewaną?

W czasach licealnych piosenka literacka i poezja śpiewana zaczęły mi się po prostu podobać. Postanowiłem komponować muzykę do wybitnego poematu Edwarda Stachury w 1979 roku. Tuż po liceum. Poemat nosi tytuł „Missa Pagana”, co znaczy msza poganina. Czyli przygoda datuje się na dwa okresy: bierny i czynny.

W latach 80. społeczeństwo polskie ogarnęła stachuromania. Czy wykonywał pan też teksty innych autorów, poetów?

Pod koniec lat siedemdziesiątych stałem się nieświadomie pierwszym w kraju wykonawcą „Missa Pagana”. To publicznie. Prywatnie zaś śpiewałem piosenki Bułata Okudżawy. Podśpiewywałem razem z płytą Czesława Niemena wiersze C.K. Norwida. Podobnie rzecz się miała z wierszami Czechowicza, Witkacego i Szymborskiej śpiewanymi przez Marka Grechutę. Umiałem też na pamięć wiersze Tuwima i Baczyńskiego śpiewane przez Ewę Demarczyk.

A rosyjscy, ukraińscy bardowie, inspirował się pan ich twórczością?

Tylko Okudżawa dotarł do mojej świadomości i to mnie w znacznej mierze ukształtowało jako późniejszego autora tekstów piosenek. Katalog nazwisk bardów zza wschodniej granicy wkrótce mi się rozszerzył. Ale wiąże się to z „wybuchem” Solidarności, a potem stanu wojennego.

Jan Kondrak to również publicysta, prozaik. Jakie to są teksty, czy wykorzystuje je pan na koncertach?

Prozę artystyczną tworzę jako elementy widowisk estradowych. Do wygłoszenia przez aktora. Zdarzyło się też, że jako osobną pozycję książkową w postaci przewodnika po klubach Lublina. Mam również na koncie dwa monodramy, które należą bardziej do epiki niż dramatu. Poezją nigdy się nie zajmowałem. Mam, co prawda, w dorobku tomik pt. „Trzynasta Trzydzieści”, ale jest to poemat napisany rymowaną prozą. Zresztą, dzięki kompozycjom Zbigniewa Łapińskiego (znanego ze współpracy z Jackiem Kaczmarskim) dziś jest to już musical z wielkimi szansami na premierę wiosną roku 2017.

Posiada pan piękną barwę głosu, porównywano pana skalę głosu do Czesława Niemena, podobno nikt tak dzisiaj nie śpiewa. Czym tkwi fenomen pana głosu? To dar czy długie lata ćwiczeń?

Wiadomo tylko, że śpiewałem czysto wcześniej niż poprawnie mówiłem. Uczyłem się całe dzieciństwo, ale tylko poprzez kopiowanie wielkich wzorów. Najdłużej zajęło mi „rozgryzienie” i częściowe przyswojenie technik wokalnych stosowanych i wymyślonych przez Czesława Niemena. To jeden z kilku śpiewaków w historii świata o ponadludzkich możliwościach.

Teksty pełne liryzmu, metaforyki, z przesłaniem czy buntu… jaka tematyka bardziej panu odpowiada?

Metaforyka to element stylu. U mnie jest ona zawsze obecna. Dyskretnie. Natomiast treść częściej  wynika z potrzeby załatwienia jakiejś sprawy w wymiarze publicznym niż z chęci lirycznego wygadania się. Bliżej mi do operatora pneumatycznego młota, który nawierca mury obojętności niż do lirycznego mazgaja, który łzami podmywa tę samą budowlę. Ale robię i jedno, i drugie.

A wybierając utwór do wykonania, zwraca pan bardziej uwagę na tekst, jego przekaz czy melodię?

Najczęściej jestem autorem jednej i drugiej warstwy dzieła. Zakładam równowartość obu. Dzieła innych twórców przemawiają do mnie najmocniej jako zrównoważone pod względem tekstu i muzyki.

Koncertował pan w kraju i za granicą z wieloma bardami, gwiazdami.

Jestem z Lublina, więc gwiazdy lubelskie to najczęstszy przypadek wspólnoty na scenie. Najczęściej z Krzysztofem Cugowskim, czasem z Beatą Kozidrak czy Urszulą, czy też Voxem. Występowałem też ze Stanisławem Sojką, Krzysztofem Daukszewiczem, Jackiem Kaczmarskim, Przemysławem Gintrowskim, Andrzejem Sikorowskim, Arturem Andrusem, Andrzejem Poniedzielskim… Z zagranicznych artystów najbardziej znaną osobą, z którą współpracowałem, jest Żanna Biczewska. Mało jest estradowców, z którymi nie spotkałem się na jednej scenie podczas koncertu. No i tyle samo z tego wynika.

Poezja śpiewana czy pieśni bardów, to trudna do przebicia się w świecie muzycznym dziedzina artystyczna. Ma rzeszę fanów, ale czym można zaskoczyć, zachęcić zwykłego odbiorcę do zapoznania się z waszymi utworami?

Bardowie na ogół nie śpiewają poezji, tylko proste piosenki i nie jest to trudna dziedzina pod każdym względem. Trudno tylko jest dobrze wykonywać te piosenki. Ale to dotyczy wszystkiego i w każdej dziedzinie. Rzeczywiście ma rzeszę fanów ten typ piosenki. Uświadomienie sobie tego faktu może być zaskoczeniem. Największe krajowe festiwale poświęcone temu gatunkowi, takie jak Bieszczadzkie Anioły, potrafią sprzedać 23 tysiące biletów na jeden koncert.

Niedługo koncert w Jaworznie –  zdradzi pan, czego możemy się spodziewać? Jakie to będą utwory – własne, innych autorów?

Będzie to program pod tytułem „Piosenki najpiękniejsze na świecie”. Zawiera moje lub robione dla mnie tłumaczenia światowych szlagierów piosenki artystycznej. W zestawie mam coś z repertuaru Stinga, Joe Dassina, Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego, a także twórców anonimowych utworów takich jak Sway, Summer Wine czy Ataman.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała:
Ewa Szpak