Kuba BadachKuba Badach, wokalista Poluzjantów, specjalnie dla Czytelników „Pulsu Jaworzna” zdradza, jak zespół wprowadził do warsztatów „formułę marzeń”, opowiada o pracy w naszym mieście, nagrywanej w hołdzie Przemkowi Maciołkowi płycie i innych planach zespołu.

Zakończyły się drugie warsztaty PoluZONE w Jaworznie. Jak wrażenia?

Lepsze, niż w tamtym roku, bo tym razem wprowadziliśmy tę formułę, która kiełkowała we mnie od początku, kiedy tylko dostaliśmy propozycję od Basi Janygi i Romka Jońcy, żeby tego typu warsztaty poprowadzić. I w tym roku wprowadziliśmy właśnie tę formułę marzeń, czyli pracę w grupie i przekazanie tej wiedzy, którą rzadko kto się dzieli. To znaczy: jak funkcjonować w zespole, jak się dogadywać, jakie niuanse i szczegóły składają się na późniejszy sukces muzyczny. Co robić, żeby utwór wykonywany na scenie, na próbie, nagrywany w studiu brzmiał jak najlepiej. W jaki sposób osiągnąć jak najlepszy efekt końcowy. Wkładaliśmy uczestnikom wiedzę w takim tempie, że jak powiedziała jedna z wokalistek z mojej grupy: „nie nadążała taczki opróżniać”, więc chyba było okej. Jestem bardzo zadowolony.

A jak, jako zespół i wykładowcy oceniacie organizację imprezy?

To jest jedna z najlepiej zorganizowanych imprez tego typu, na jakich byłem. Mówiliśmy to na podsumowaniu warsztatów. Cała baza, zaplecze, były po prostu świetne. Mamy fajny hotel, świetne jedzenie, wszystko jest bardzo precyzyjnie rozpisane, nikt się nie spóźnia. W salach mamy te instrumenty, o które prosimy. Nie ma żadnego szukania jakiegoś brakującego kabelka. Wszystko jest. Organizatorzy po prostu są przygotowani perfekcyjnie, wręcz wybiegają ileś tam kroków do przodu. Taki drobny szczegół: Pierwszego dnia podchodzi do mnie dziewczyna, pokazuje mi telefon, na którym mam trzy dania do wyboru. I pyta, co wybieram. W tym momencie, z przyzwyczajenia, szukam wzrokiem kolegów z zespołu, żebyśmy się wszyscy zgromadzili i żeby każdy z nas powiedział, co chce, bo to ta jedyna szansa. Odwracam się więc do chłopaków i w tym momencie widzę, że przy każdym z nich jest dziewczyna z menu do wyboru! No, na to bym nie wpadł. To są takie drobne szczegóły, które jednak pasują do tej naszej koncepcji, że sukces to jest właśnie suma szczegółów. I to, co tutaj robią, to jest pełny sukces. Mamy świetną scenę na zakończenie i świetną scenę na jam sessions. Ludzie mogą sprawdzić się w warunkach bojowych, plenerowych. To jest rewelacja.

Znacie już chyba Jaworzno dość dobrze. Podoba wam się?

Bardzo nam się podoba, ale miasto znamy w stopniu podstawowym, bo jest to dla nas tak intensywny okres, że mamy czas tylko na przejście z hotelu do sali wykładowej, potem na obiad, na 10 minut do hotelu i znowu na zajęcia. A potem jam sessions. Właściwie poruszamy się po takim planie: Teatr, Rynek, Jazz Club, hotel.

To pierwszy wasz wspólny koncert od roku. Obawialiście się tego występu?

Ogromnie. Dla mnie to była bardzo ciężka wycieczka emocjonalna, bo w zeszłym roku nasz gitarzysta już nie dojechał na warsztaty, gdyż wylądował w szpitalu i w listopadzie odszedł od nas. Jest nam strasznie ciężko. Szczególnie, jak się spotykamy i nie ma tego szóstego elementu, faceta, który był współzałożycielem zespołu. Był to pierwszy koncert od roku i cholernie się go bałem. Nawet ciężko teraz mi się o tym mówi, bo przed chwilą zszedłem ze sceny, więc te emocje jeszcze buzują w środku. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej. Przemek, mamy wrażenie, był dziś z nami. Wszystko zapowiadało, że albo będzie lało, albo będzie ogromny upał. A jednak przyszło delikatne ochłodzenie i mieliśmy znakomite warunki do grania. Także dziękujemy, Przemku.

A jak wam się grało?

Świetnie od strony muzycznej. Dla mnie ciężko od strony emocjonalnej. Ale dostaliśmy też super wsparcie i od uczestników warsztatów, i od publiczności, która zjechała z całego kraju. Byli ludzie z Biłgoraja na przykład, z Łeby. Więc było ciekawie.

Jakie macie plany, jako zespół na przyszłość?

Chcemy w październiku dokończyć rejestrację płyty, którą nagrywamy w hołdzie Przemkowi. Z materiałem, który udało nam się z nim stworzyć – zupełnie inny kierunek zespołu. I tę płytę chcemy dokończyć jeszcze w tym roku. Później będziemy zastanawiać się nad jej wydaniem. Jesteśmy przykładem zespołu, który nie może nic planować. W tym roku mieliśmy przecież obchodzić dwudziestolecie naszego istnienia, a jest tak, jak jest… Stwierdziliśmy, że będziemy po kolei, małymi kroczkami wykonywać zadania. A jak będzie, czas pokaże. Czy będziemy koncertować, czy nie będziemy. Na razie jest, jak jest. Mieliśmy piękny czas teraz, z ludźmi na warsztatach. Daliśmy im dużo, oni dali nam jeszcze więcej. Mam nadzieję, że za rok to powtórzymy.

Właśnie o to chciałem spytać. Szansa, że spotkamy się znowu za rok jest więc duża?

Jeżeli tylko tym „wariatom”, organizatorom uda się to wszystko znowu spiąć tak doskonale, jak teraz i będą tak sprzyjające okoliczności, to jesteśmy totalnie za tym, żeby tu znów przyjechać, bo to było coś zupełnie innego.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Dawid Litka