Marta Trybuś podsumowuje końcowy etap pracy z rodziną
Marta Trybuś podsumowuje końcowy etap pracy z rodziną

Kiedy słyszymy o kolejnym dziecku odebranym rodzicom przez sąd, może w nas się odzywać pewne poczucie niesprawiedliwości. Okazuje się, że w Polsce istnieje zawód, którego przedstawiciele z dużym powodzeniem kierują mające problemy rodziny na właściwe tory.

Pięć lat temu, w wyniku powstania ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej w Polsce, pojawiło się kilka całkiem nowych  zawodów, których zadaniem jest przede wszystkim wsparcie rodzin mających trudności w wychowywaniu i opiekowaniu się dziećmi oraz ochrona tych dzieci.

Jednym z nowo powstałych stanowisk jest asystent rodziny, który ma pomóc rodzinom z takimi trudnościami wychowawczymi, które mogłyby spowodować sądowne odebranie im dzieci. A jeśli już dzieci zostaną umieszczone w pieczy zastępczej, asystent rodziny próbuje pomóc rodzicom w odzyskaniu dzieci. W strukturach Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jaworznie jest czterech asystentów rodziny. Właściwie cztery asystentki. Każda z nich pomogła już wielu rodzinom zatrzymać lub odzyskać swoje dzieci.

Praca z osobami, które nie potrafią poradzić sobie z opieką i wychowaniem swoich dzieci, ma bardzo różne oblicza. – Niektórzy moi klienci mają  rozwój intelektualny na poziomie dziewięcioletniego dziecka – mówi Dorota Majewska, asystent rodziny. Dorota często pracuje z rodzicami z upośledzeniem intelektualnym. Bywa, że sprowadza się to do nauczenia ich najprostszych czynności, pokazania granic między dobrymi i złymi nawykami, uświadomieniem, że każde działanie ma swoje konsekwencje. – Czasem trzeba pozwolić komuś się sparzyć i dopiero wtedy wytłumaczyć, dlaczego to się stało – mówi Dorota.

Zadaniem asystentów jest nauczenie swoich podopiecznych podstawowych życiowych zasad. Jednak nie może to polegać na ich wyręczaniu. Najważniejsze jest, żeby rodzina po zakończeniu pracy z asystentem potrafiła samodzielnie podjąć opiekę nad swoimi dziećmi, więc trzeba często przejść całą drogę do osiągnięcia takiego stanu rzeczy, a nie tylko wydawać polecenia czy wytyczne.

Podpowiadamy rodzinom, kierujemy ich na odpowiednie tory, pokazujemy różne rzeczy ale nie wyręczamy ich i nie ingerujemy w ich decyzje – tłumaczy Marta Trybuś.

Rodziny podpisują umowy, zgodnie z którymi zobowiązują się do pewnych rzeczy. Następnie, według stworzonego wspólnie planu pracy, asystenci sprawdzają ich postępy i pomagają w wykonaniu kolejnych kroków. To codzienna praca, bycie przy rodzinie, obserwowanie i pomoc w wyciąganiu wniosków. Asystenci nie mogą postawić rodzinie ultimatum. Zamiast tego motywują do działania, pokazują pozytywne efekty pewnych zachowań i uświadamiają konsekwencje złych. Czasem namawiają na terapię, często pomagają w wypełnieniu urzędowych pism, sprawdzają, czy rodzina regularnie opłaca rachunki. I, przede wszystkim, ciągle monitorują stan dzieci, ich oceny, zachowanie, to, czy rodzice wywiązują się z wychowawczych obowiązków. Kontaktują się z nauczycielami i pedagogami szkolnymi. Często są świadkami kłótni, znają całą sytuację rodzinną swoich podopiecznych. – To też nie jest tak, że trafiamy tylko do tak zwanych rodzin patologicznych, sytuacje są przeróżne – mówi Marta. Zdarza się, że rodzice się „pogubią” i trzeba im pomóc na nowo się odnaleźć. To może być kwestia leczenia odwykowego, znalezienia pracy, lub zapewnienia rodzinie lepszych warunków bytowych. Są też ludzie, którzy wcale nie chcą się zmieniać, pracować nad sobą. Zgadzają się na przydzielenie im asystenta tylko „na odczepkę”, żeby dać pozór chęci współpracy, która jednak w takich wypadkach raczej szybko się kończy.

Takie sytuacje również się zdarzają. Jednak sens pracy asystentom nadają chwile, kiedy faktycznie rodzina nauczy się żyć razem, rozwiązywać swoje problemy, pokaże, że jest gotowa na wychowywanie dzieci. Często to niezmiernie ciężka praca, wypalająca zwłaszcza emocjonalnie. Zdarza się, że pracownik socjalny przechodzi na stanowisko asystenta, jednak z reguły wraca.

Czasem przychodzimy do domu całkowicie wyeksploatowane psychicznie, ale staramy się nawzajem wspierać, pomagamy sobie – przyznaje Dorota. – No i, przede wszystkim, lubimy tę pracę, inaczej nie dałybyśmy rady – dodaje.

Dawid Litka

Dorota Majewska opracowuje kolejne zadanie ze swoją klientką'
Dorota Majewska opracowuje kolejne zadanie ze swoją klientką’