Fot. Archiwum Betlejem Kazimierz przy swoim portrecie
Fot. Archiwum Betlejem Kazimierz przy swoim portrecie


W domu Wspólnoty praca wręcz kipi. Zbliżające się Światowe Dni Młodzieży okazały się dla Betlejem czasem wyjątkowo wymagającym. Zostali poproszeni o przygotowanie 3200 ikon Matki Bożej Jasnogórskiej dla pielgrzymów, którzy mają zebrać się na sosnowieckim placu Papieskim. Na miejscu zastałem czterech z siedemnastu bohaterów „Różnicy”.

Grzegorz, stolarz i rzeźbiarz, przebywający we Wspólnocie od półtora roku, poznał Jacka Hajnosa w Siemoni, wsi niedaleko Pyrzowic, w której Betlejem ma swoją filię. – Opowiedziałem mu o swoim życiu, jak się kiedyś ciorałem – zaczyna Grzegorz. – Jacek opowiedział też trochę o sobie. Zauważyłem, że sztuka, to dla niego forma medytacji. Jego wielką siłą jest wiara. Rano, kiedy wstawaliśmy, to klękał do modlitwy, jak kiedyś starzyki – mówi dalej rzeźbiarz. Grzegorz opowiadał Hajnosowi o tym, jak uzależnienie od alkoholu i hazardu powodowało jego losem. O utracie relacji z bliskimi, o bezdomności, kradzieżach, o tym, jak po odmrożeniu zostały mu amputowane stopy. – Nie mam do nikogo pretensji o tamto życie. Narobiłem dziadostwa, ale wybaczyłem sobie – mówi.

Grzegorz osiągnął swój „punkt wyjścia”. Teraz ciągle pracuje nad tym, żeby jego życie szło we właściwym kierunku. We wspólnocie rzeźbi, pracuje przy ikonach, opiekuje się Bacówką. – Miałem tu nawroty, ale biorę za to odpowiedzialność. Nie jestem święty, wiadomo. Ale tu zawsze mogę pogadać z ks. Mirkiem. Jak z najlepszym przyjacielem, jak chłop z chłopem
– przyznaje. – A wracając do Jacka, to bardzo pokorny człowiek z ogromnym talentem. W Zakopanem, kiedy byliśmy na wystawie, można było dopiero stwierdzić, jak ogromną pracę wykonał przy tych portretach
opowiada Grzegorz. Wspólnota dała grafikowi w prezencie ikonę. A Grzegorz ofiarował mu rzeźbę. Jak artysta artyście.

Alan ma 25 lat i pochodzi z Bytomia, ale od 16 lat mieszka w Jaworznie. Najpierw w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym, w internacie. Rok temu, kiedy skończył szkołę, rodzina nie przyjęła go z powrotem. Trafił do Betlejem.
Wcześniej już przyjeżdżałem tu na święta albo wakacje, bo do rodziny nie mogłem pojechać – mówi Alan.  Któregoś lata poznaliśmy się z Jackiem, spytał, czy mógłby narysować mój portret, zrobić wywiad. Zgodziłem się, bo czemu nie?  Bardzo się polubiliśmy
opowiada. Hajnos pytał o to, jak Alan wylądował w Betlejem, o rodzinę, dlaczego nie mógł wrócić. – Tam jest patologia, ale taka bardzo. Piją, ćpają, ja chcę mieć inne życie. Kiedy tu przyjeżdżałem, poznawałem wiarę. Uczę się tego, jak tu żyć i inni mi pomagają. Jak to we wspólnocie. W domu na co dzień sprzątam, a teraz, kiedy potrzeba tylu ikon, to też pomagam – wyjaśnia.

Fot. Archiwum Betlejem Mieszkańcy Betlejem tworzą teraz ikony dla pielgrzymów ŚDM
Fot. Archiwum Betlejem Mieszkańcy Betlejem tworzą teraz ikony dla pielgrzymów ŚDM

Kazimierz, 45-latek z Jaworzna stracił rodziców, później dom. W Betlejem jest od 12 lat. – Ta książka, wszystkie te portrety, to coś bardzo dobrego, podobają mi się – stwierdza. – Pan Jacek mnie narysował tu w domu, na poddaszu. Rozmawiał ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się. Kiedy zaprosił mnie na wystawę, to dopiero pierwszy raz widziałem ten mój obraz. No to efekt był super – opowiada. We Wspólnocie Kazimierz pomaga tam, gdzie trzeba. Wcześniej jeździł samochodem, teraz tworzy ikony na ŚDM. Żyje mu się tu dobrze, ma swój pokoik. Ostatnio z podejrzeniem udaru wylądował na kilka dni w szpitalu. Ale już jest dobrze.

Sylwek mieszkał trzy lata w Betlejem, ale już się wyprowadził, przyjeżdża tu tylko do pracy. Znaleźli z dziewczyną mieszkanie
w Osiedlu Stałym. – Jacek kiedyś tu przywiózł jakiegoś bezdomnego, Władka albo Włodka. I wtedy go poznałem – wspomina. – Fajny gość, z otwartym sercem, zaangażowany w pomoc bezdomnym i uzależnionym. Rozmawialiśmy szczerze, ale ja nie lubię, jak ktoś mnie za język ciągnie, więc on też nie wymagał, żebym wszystko mu mówił – przyznaje Sylwek. Wcześniej zmagał się z chorobą alkoholową. Jak przyznaje, nie chciał  trzeźwieć. W Betlejem mógł trafić znów na właściwe tory. – Tu mnie tą trzeźwością zarazili i to dla mnie teraz najważniejsze – mówi. Udało się jeszcze zamienić parę słów na temat Projektu „Różnica” z księdzem Mirkiem. –  Jacek przyjechał do Betlejem, żeby lepiej poznać środowisko bezdomnych – mówi kapłan. Przez trzy tygodnie portretował mieszkańców Wspólnoty, mieszkał z nimi. To właśnie w Betlejem, podczas jego pierwszej mszy w tym miejscu, utkwiły mu w głowie wersy z drugiego rozdziału Listu św. Jakuba, z których wyciągnął tytuł swojego albumu. – Przed wejściem do naszej kaplicy wisi stary obraz św. Jacka Dominikanina – opowiada ks. Tosza. – Jacek przyznał, że nie przepadał za dominikanami, za to myślał o wstąpieniu do franciszkanów. No, ale chodził codziennie wieczorem modlić się do tej kaplicy i mu się u nas to powołanie wykrystalizowało. W połowie sierpnia ma otrzymać dominiknański habit – uśmiecha się ksiądz Mirek.

Dawid Litka