IMG_0489

Z Jaworzna na pomorze jedzie się samochodem około 6 godzin, zgodnie z przepisami. Wprawdzie pod Łodzią natykamy się na Sosnowiec, ale to tylko zbieżność nazw. Na szczęście.

Po prawie 20 latach przerwy, wylądowałem nad Bałtykiem, bo nie dość że pięknie, to w dodatku bezpiecznie, a wszystkie media ogólnoszczekające z ekranu twierdzą, że wszyscy plażowicze na egzotycznych plażach zostaną zabici przez ISIS. Mnie akurat ciężko wystraszyć, ale stęskniłem się za naszym wybrzeżem, gdzie jedynym zagrożeniem jawi się  pan Franek, szatniarz i dozorca toalet w topowej gdyńskiej lokalizacji pubowej, a on w mordę dać może.

Ta wspomniana toaleta to dość poważny problem, bo szatniarz pilnuje, aby po sezonie mógł zakupić na własność co najmniej BMW serii 7 i to nową. Nie dość że piwo nasze lokalne południowe, sikowate, wypite zza kiczowatej maty, kosztuje 10 zł (co rozumiem, bo z widokiem na rafinerię Gdańską wypić to nie lada atrakcja) to za każde wejście do toalety należy zapłacić 2.50 PLN. I to w większości miejsc na pomorzu tak działa. Wprawdzie smażalnia ryb na Helu dawała karteczki do budki toaletowej i nie trzeba było płacić za wejście, ale cena obiadu sugerowała że to usługa olinkluziw w wersji Made in Poland – właściciel smażalni zlitował się nad pęcherzem biesiadników, bo miał gest. Swoją drogą, podczas płacenia rachunku, człowiek ma poczucie ekskluzywności, z powodu zjedzenia najdroższego dania świata, podanego na kartoniku. Dobrze że piwo było chociaż w zwykłej szklance, a nie tanim plastikowym, uginającym się kubku.

Na plażach pustki, bo woda odpowiada tylko kaczkom, które bezstresowo moczą kupry –  i to bezczelnie w topowej części Juraty. Na deptaku jeszcze luz – smażalnie ryb i frytek z Biedry oraz budki z koszmarnymi chińskimi pamiątkami otrzymują ostatnie szlify przedsezonowe. W lepszej części plażowej na Helu, od strony pełnego morza, pojedyncze samochody, zazwyczaj z rejestracjami zaczynającymi się na W, to nie strefa dla plebsu. Nawet nie podchodziłem, bo by jeszcze psami poszczuli, że koło lśniących suvów i innych mustangów, szwenda się jakiś biedak z południa Polski.

W samej miejscowości Hel, parking pełen melexów, znudzeni kierowcy czekają na takich jak ja, aby oszczędzić trudów samodzielnego zwiedzania. Rozmawiam z młodym chłopakiem, jest wygadany, ma wiedzę o okolicy. Opowiada kilka ciekawostek militarnych. Zadaję mu pytanie: – A jak się żyje na Helu w zimie?  odpowiedź pada szybko – Tu w zimie się nie żyje. Jeden pub otwarty, jeden sklep i Urząd Miasta. O 17 na ulicach nie można spotkać żywego ducha. Zupełny brak perspektyw, skończyłem szkołę i wynoszę się do Trójmiasta. – dyskutujemy jeszcze chwilę, rzuca ciekawą historią o ekstrawaganckiej i nieudanej inwestycji budowlanej w porcie, zwanej przez miejscowych Jajem Burmistrza. Żegnamy się z uśmiechem, życząc powodzenia. Niestety, w takich miejscach, gdzie żyje się tylko dzięki sezonom turystycznym, toaleta musi kosztować te 2,50.

W samej Gdyni biedy nie widać. Niespełna 250 tys. mieszkańców, a w całym trójmiejskim organizmie prawie 750 tys., to liczba osób która powoduje, że jakoś się kręci. Przemysł morski funkcjonuje, siła nabywcza jest. Nad Gdynią króluje świeżo postawione, wielkie, widokowe koło młyńskie z wagonikami, wzorem Londynu czy Paryża a także największy wieżowiec, apartamentowiec Sea Tower, kontrastujący wizualnie z przycumowanym do wybrzeża ORP Błyskawica. Warto odwiedzić dzielnicę Orłowo, pełną przepychu, z cenami nieruchomości, gdzie zera ciężko zliczyć, ale za to z pięknym parkiem – płucami i tak już mocno zazielenionej Gdyni. Zaskakuje ilość ścieżek rowerowych, pieszych oraz rolkowych (!) którymi pocięte jest całe wybrzeże Trójmiasta i Helu.

No i niespodzianka. Spacerując brzegiem morza od Gdyni Orłowa w kierunku Sopotu, można natknąć się na… chatę góralską! Nie dość że wystrój niczym z Krupówek, może i nawet lepiej dopracowany, to menu regionalne Tatrzańskie z kwaśnicą na czele. I o dziwo, to wszystko okraszone góralską nutą z głośników – przy ostatnim wypadzie do Zakopanego pozostał niesmak puszczanego w restauracjach disco polo. Tak więc, drodzy państwo – jeżeli nie możecie zdecydować się czy w góry czy nad morze – to na góralskie klimaty na plaży w Sopocie 🙂IMG_0550

Raingod