anger-childNazbierało się drobiazgów, takich, o których nie warto pisać dużego felietonu, więc może spróbuję posklejać to jakoś…

Jadę na urlop, zobaczyć co słychać nad Bałtykiem, którego nie widziałem od dawna, zniechęcony cenami smażonej rybki i noclegów. Zawsze lubię urlop w czerwcu, gdy wszystko pięknie się zieleni soczyście a jednocześnie nie ma upałów i tłumów dzieci. Dzieci drą japy na okrągło, albo przyjmując postawy roszczeniowe wobec rodziców/opiekunów, albo po prostu się popisując. Niezrozumiałym dziecięcym mechanizmem jest pisk, który wydobywany jest podczas zabawy. Trafia on dokładnie w mój ośrodek bólu. Dziecko jak dziecko, ma swój świat i psychikę,  należy się z tym pogodzić i nie narzekać, bo sensu to nie ma. Gorzej z dorosłymi.

Ostatnio akcja obok kawiarni przy klombach w rynku (tych kortenowych czyt. zardzewiałych). Siedzi pod parasolem ojciec luzak i pije piwo. Jego mały syn biega po krzaczkach i bawi się kamykami, rzuca nimi w lampkę. Ojciec nie reaguje bo i po co. Malec zmienia więc kierunek rzutu, aby zaimponować tatusiowi i rzuca w przejście między klombami, w kierunku ławki. Przechodząca starsza pani dostaje niewielkim kamyczkiem w nogę, ale będąc pewnie dobrą babcią mówi do szkraba – Nie rzucaj kamyczkami, bo jeszcze kogoś uderzysz… – dziecko patrzy na ojca, aby ten potwierdził tezę, na co ojciec – Maksiu, chodź tutaj, w to rzucaj – pokazuje na lampkę. No tak, lampka nie człowiek, nie zamarudzi, a że w końcu trafi w żarówkę – nie jego przecież. Pewnie za 10 lat dzieciak rzuci cegłówką w okno, bo tatuś pozwolił…

Urlopowo się zrobiło wszędzie. Mistrzostwa w piłce kopanej w toku, na szczęście zakodowane, więc panie domu nie tracą cennych odcinków M jak Mroczek. W niedzielnym spotkaniu w strefie kibica, pomimo że niedowiarków było wielu, zasiadła taka ilość osób, że namiot pękał w szwach. Zamknęło to usta sceptykom. Widać taka rola opozycji, aby doczepiać się do wszystkiego, niezależnie od intencji i efektów, za to z odpowiednią dozą arogancji i zaślepienia. Sorry, taki mamy kraj 🙂

Autobusy czuć latem. Markety czuć latem. Poliestrowe koszmarne koszulki lepią się do niedomytych ciał. W każdym niewielkim sklepie pod ladą ukryty odświeżacz powietrza, bo nie da się wytrzymać. Ostatnio wszedłem do sklepu, otwartego w niedzielę i święta. Facet w poliestrowej koszulce właśnie wychodził, ale zostawił zapach. Aż mnie cofnęło. Sprzedawczyni wyszła zza lady, psiknęła w powietrze lawendą i uśmiechnęła się przepraszająco. – Ja tu cały odświeżacz w tydzień zużywam… – Ech, lato, lato lato…

Ostatnio na rynku była przeprowadzona akcja rozdawania jabłek, widziałem osobiści jednego emeryta jak z drugim rencistą 2. grupy inwalidzkiej nieśli po dwa koszyki (tak ze dwadzieścia kilo każdy) do samochodu po czym wracali. Pewnie siostry córki mąż ma sklep warzywniak. Bo nie sądzę, aby jeden pan z drugim zrobili po 300 kompotów jabłkowych lub przecierów na własne potrzeby.

Hm… Skoro rozdawali jabłka, to może jakaś firma kosmetyczna lub organizacja prozdrowotna porozdaje mydełka? Koszt takowego w hurcie to pewnie z 80 groszy, a społeczeństwo pachnące i szczęśliwe! Chociaż nie… pewnie połowa wyląduje w szafkach „na zapas” a koszulki poliestrowe i tak będą w użyciu. Koniec tematu.

Poszedłem na obiad do Galeny, bo szybko i tanio. Co do smacznie to różnie. Na parkingu przymierzałem się do zaparkowania, ale miejsce zajął mi, wjeżdzając z impetem właściciel BMW rocznik 92 z lekkimi parchami na masce w kolorze zgniłozielonym (fuuuuuj, ropucha). Nie jestem kłótliwy, więc pojechałem dalej. Z samochodu wysiadł czterdziestoletni luzak i polazł do galerii. Spotkałem go wraz z całą rodziną, gdy zajadali specjały ze Złotych Łuków (Mc).

Córka z telefonem przed sobą, mamusia około czterdziestki w leginsach o rozmiar za małych oraz pan i władca zielonej ropuszki. Młoda chce zarabiać pieniądze, więc tatuś jako wytrawny biznesmen ostrzega – Żadnych spółek. Żadnych. Nikomu nie możesz ufać, rozumiesz, nikomu. – rozmowy biznesowe ustępują wakacyjnym. Biznesmen mówi do swojej pani – A wiesz co będziesz robiła na wakacjach? Nie będzie opalania i wycieczek! – Ale misiu, dlaczego nie????? – Chlać będziesz! Olinkluziwa masz, musisz wykorzystać! – Ale na chwilę to chyba na plażę pójdziemy, co? – Na chwilę, a później chlać do wieczora!

Wspominałem już że jadę na wakacje? Hm… dobrze że w przeciwną stronę 🙂 Raingod