FOT. ARCHIWUM MARCINA SOBIECHAPrzedsiębiorca, właściciel dwóch restauracji, człowiek niezwykle aktywny, o wielu ciekawych zainteresowaniach. Utytułowany kierowca rajdów samochodów terenowych. Mistrz Polski kierowców w rajdach Cross Country T2, wicemistrz Europy i międzynarodowy mistrz Czech. O swoich pasjach, a szczególnie tej do samochodów terenowych opowiada Marcin Sobiech.

Jak można pogodzić prowadzenie biznesu z realizacją czasochłonnych marzeń?

Wszystko jest kwestią organizacji. Mnie się na razie udaje. Owszem, kosztuje to sporo wyrzeczeń, ale pogodzenie tego jest wykonalne. Muszę rezygnować z innych zainteresowań, których mam sporo. Ale posłużę się tu pewną sentencją: „Życie to sztuka wyboru”. W  myśl tego stwierdzenia nieustannie podejmuję decyzje. Na razie wybrałem taką drogę i udaje mi się realizować marzenia. Ale zaznaczam, to kwestia organizacji czasu.

Najważniejsze zainteresowania, pasje, hobby?

Na pewno to jest żeglarstwo, które uprawiam od kilkudziesięciu lat. Temat rzeka, rozwijam się w tym kierunku nieustannie. Mam uprawnienia jachtowego morskiego sternika, SRC (operatora radia), wszystko, aby móc żeglować po morzach. O ile czas pozwala, wypływam dwa razy w roku, najczęściej to morza:   Jońskie i Egejskie lub Adriatyk. Do tego narty – wyjeżdżam każdego roku na krótki, ale dość intensywny turnus. Poza tym jeżdżę samochodem terenowym na bliższe lub dalsze wyprawy off roadowe. Uwielbiam Bałkany z ich zróżnicowanymi krajobrazami i ogromnym bogactwem niesamowicie ciekawych zakątków. Fantastyczna Rumunia, malownicza Czarnogóra, Albania czy Macedonia – to kraje, do których uwielbiam wracać. Kilka razy byłem w Maroko. Tam najczęściej wyjeżdżam na dwa lub trzy tygodnie ze względu na odległość i oczywiście ilość zwiedzanych miejsc. Jedziemy zazwyczaj w miejsca, gdzie turystyczne autokary nie docierają. Zwiedzamy dalekie, zapomniane zakątki pustynne, górskie czy po prostu niewielkie osady berberyjskie. Oddalone od cywilizacji, w których biały człowiek jest często egzotyczny.

DSC_1957Co cię pociąga w takich wyprawach?

Może to, że nie wszyscy mogą tam dotrzeć. Jest tam naprawdę pięknie, ludzie bardzo życzliwi, zupełnie inni. Czas tam płynie jakby wolniej, nie ma pogoni, wrzawy, zgiełku. Mitem są historie, że w tych miejscach jest niebezpiecznie. Wiem, że jeśli dziś pojadę do Rumunii bez pieniędzy, wody, to zawsze zostanę tam ugoszczony. W małych wioskach, miasteczkach jest bardzo bezpiecznie. Jeżdżę na takie wyprawy od 10-15 lat i nigdy nie miałem przykrych doświadczeń. Usterki techniczne w samochodach  się zdarzają, ale i wtedy prawie zawsze tubylcy pomagają, jak tylko potrafią. Najczęściej takie problemy rozwiązujemy sami. Wozimy niezbędne części zamienne, mamy elementarną wiedzę na temat mechaniki. W każdej wiosce jest też jakiś kowal, ślusarz czy gumiarz. Poratują w potrzebie.

Jak zaczęła się twoja przygoda z samochodami terenowymi?

Samochodami terenowymi interesowałem się od dawna, jak tylko zrobiłem prawo jazdy. Pamiętam pierwszy taki samochód z napędem na cztery koła, którym wyruszałem w różne, ciekawe terenowo miejsca. Później pojawiły się pierwsze próby w regionalnych rajdach przeprawowych, gdzie nie liczyła się prędkość, a pokonanie jakiejś trasy z przeszkodami wodnymi w trudnym terenie. Kiedy woda i wieczna wilgoć znudziły mnie, poszedłem w szybsze rajdy – namiastkę Cross Country, gdzie jeździło się po terenie suchym, ale szybciej. W 2013 roku pojawił się pomysł spróbowania sił w licencjonowanych rajdach – w mistrzostwach Polski. Po długich poszukiwaniach nabyłem swój pierwszy samochód z homologacją Mitsubishi. Stawiałem wtedy pierwsze kroki w licencjonowanych rajdach, więc musiałem się zapoznać z mnóstwem zobowiązań, przepisów technicznych, jeśli chodzi o budowę i wyposażenie samochodów, bezpieczeństwa, które są restrykcyjnie przestrzeganie. To wszystko ma wpływ na pozycję w rajdach. Uczyliśmy się na błędach, do dzisiaj się uczymy, bo zawsze może nas coś zaskoczyć. Dwa lata temu zbudowałem samochód od podstaw – najnowszy model Mitsubishi Pajero V 88. Kupiłem samochód seryjny, nowy i przystosowałem go do rajdów zgodnie z załącznikami FIA. Został gruntownie zbadany przez delegatów FIA oraz sędziów technicznych PZM po czym otrzymał  książkę samochodu sportowego oraz  paszport FIA. Budowa takiego samochodu  nie jest prosta. Długa lista wyposażenia bezpieczeństwa, które należy zamontować w pojeździe, począwszy od klatki bezpieczeństwa, homologowane fotele, pasy czy systemy gaśnicze. Ponadto solidne wzmocnienie konstrukcji oraz zawieszenia, co jest podstawą sukcesu samochodu rajdowego. Nie można zapomnieć o silniku, który ma pomóc w wygrywaniu zawodów, a również musi być zmodyfikowany, by wytrzymywał mordercze obciążenia. Kolejny temat rzeka…

I tak przygotowany i dobrze wyposażony technicznie zacząłeś startować w rajdach?

Sezon 2015 rozpoczęliśmy od udanego startu w Baja Drawsko, gdzie wygraliśmy. Kolejny rajd Baja Carpathia ukończyliśmy na drugim miejscu. To ustawiło nas mocno na czele klasyfikacji generalnej. Kolejne występy Baja Czarne, Polskie Safari, Baja Poland, Baja Inter Cars również kończyliśmy na czołowych miejscach, co generalnie pozwoliło uzyskać tytuł Mistrza Polski Kierowców w Rajdach Cross Country w klasie T2. Wywalczyliśmy też wicemistrzostwo Europy Centralnej i tytuł Międzynarodowego Mistrza Czech  w Rajdach Terenowych.

Rajdy samochodowe to niebezpieczna dyscyplina. Czy zdarzyły wam się jakieś problemy?

Przygody pojawiają się, są problemy techniczne. Tak było podczas rajdu Baja Carpathia. To ciężki technicznie rajd. Teren jest zróżnicowany tak, że samochód znosi straszne katorgi. Oderwały się wtedy poduszki pod silnikiem, który się obsunął, wentylator przetarł rury, praktycznie ostatnie 20 km dojechaliśmy bez mocy. W zeszłym roku, na odcinku specjalnym, podczas rajdu warszawskiego wybiegł nam przed maskę łoś. Biegł przed samochodem i nie reagował na klakson. O wypadek przy prędkości 130-150 km/h, między drzewami w lesie, po dziurach nie jest trudno. W 2013 r. w Szczecinie, przy prędkości 110 km/h, na prostym odcinku wjechaliśmy w las, pękł sworzeń wahacza tylnego. Całe szczęście to był młody las, ścięliśmy kilka drzew. Najbardziej bolało, że nie ukończyliśmy rajdu, auto nadawało się do naprawy.

Po takich doświadczeniach nie chciałeś zrezygnować?

Szczerze, nie! To jest pasja, z której się nie da wyleczyć. Dopóki będę miał zdrowie, finanse, znajda się sponsorzy, partnerzy, nie zrezygnuję, będę się ścigał tak długo, jak będę mógł. Te auta są wbrew pozorom bezpieczne, łatwe w prowadzeniu. Mają w pełni profesjonalne zawieszenie, wspomniany wcześniej system bezpieczeństwa, jeździmy w ognioochronnych kombinezonach, homologowanych kaskach, butach, rękawicach. Na każdym rajdzie w pojeździe zamontowany jest system GPS, który na bieżąco przekazuje organizatorowi imprezy pozycję i status samochodu. W razie zatrzymania i braku potwierdzenia tego faktu odpowiednim przyciskiem zostaje do niego natychmiast wysyłana grupa ratunkowa. Czujemy się raczej bezpiecznie, chociaż oczywiście to sport motorowy i zdarzyć się może wiele. 

Sukces to wypadkowa wielu czynników?

Samochód to na pewno duża składowa sukcesu, ale na to wszystko wpływa też serwis, który w bardzo krótkim czasie musi przejrzeć cały samochód i wprowadzić zmiany. Jest też pilot, który  musi być skoncentrowany. Liczy się każde 10 metrów, które dostaję w komunikacie w interkomie. Od tego zależy jak się zachowam na drodze, zakręcie. Prowadzi mnie pilotka Inez Kieliba z Bielska-Białej, twarda kobieta, bardzo dobra w tym, co robi. Dziewczyna z pasją,  jest dokładna, dobra technicznie i zawzięta. Umiejętności kierowcy też są ważne – doświadczenie, refleks, dużo wyobraźni, muszę przewidzieć, jak mogę zareagować. Staram się jeździć szybko, ale w miarę bezpiecznie, muszę przecież dojechać do mety. Zawsze odzywa się instynkt samozachowawczy.

Jak przygotowujesz się do zawodów?

Do rajdów przygotowuję się przede wszystkim psychicznie, praktycznie nie mam za bardzo gdzie ćwiczyć techniki. W Jaworznie nie ma takich miejsc, aby praktykować, więc robię to z rajdu na rajd. W międzyczasie nie mam treningów, bo byłoby to niebezpieczne. Po lasach, ścieżkach na terenach niezaludnionych spaceruje dużo ludzi, dzieci. W swoim życiu zrobiłem już jakieś dwa miliony kilometrów, więc pewnych umiejętności już nabyłem.

Dlaczego akurat rajdy samochodowe?

Nie nudzą się, nie jest to powtarzalne, każda sytuacja jest inna. Adrenalina, rywalizacja to bardzo pociąga, chęć sprawdzenia samego siebie, ogromna satysfakcja, jeśli pojawi się mały czy duży sukces.

Czego można życzyć rajdowemu mistrzowi?

Marzę, aby utrzymać zdobyte tytuły i wystartować w rundzie pucharu świata. Wiąże się to z dużymi nakładami finansowymi, ale  jeśli wszystko się uda, to w sierpniu wystartujemy w Hungarian Baja na Węgrzech.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Szpak