A furious man driving, as seen from behind the wheel. Shot using a very wide fisheye lens.

Wiosna wybuchła zieloną bombą na drzewach i krzewach. Na ławkach pojawiły się zakochane pary i amatorzy taniego wina, a na drogi wyjechały bolidy, skrzętnie przygotowywane do wiosny przez dzielnych naśladowców Kubicy i Alonso. Tylko umiejętności i samochody – nie te…

Jaworznicka średnicówka od zjazdu na Pechnik staje się pełnoprawnym, dwupasmowym stworem drogowym. Jedzie za mną golf III, za kierownicą dwudziestolatek z kapturem narzuconym na głowę. Ja rozumiem, że na ulicy, bo wieje, ale w samochodzie? Ciekawe jak rozgląda się na boki. Dojeżdża na centymetry do mojego zderzaka, wierząc w jakość swych hamulców połączonych zwojami neutronowymi z kawałkiem mózgu odpowiedzialnym za refleks. Nie wie, że zastanawiam się, czy jest mi potrzebna nowa tylna klapa w aucie. Na jego szczęście nie mam czasu na odstawienie auta do serwisu na kilka dni, więc ogłaszam w głowie amnestię. Lekcja wychowawcza tym razem odwołana. Dojeżdżamy do świateł, młodzian mnie wymija i pędzi jak szalony, aby po 200 metrach zjechać pod bloki na Leopoldzie. Nigdy tego nie pojmę.

Kiedyś kolega z Osiedla Stałego, mający problemy ruchowe i tym samym naklejkę niepełnosprawnego na aucie, opowiadał mi, jak to w okolicach Urzędu Skarbowego zajeżdża mu drogę Bolid Młodzieży Wiejskiej. Zatrąbił, bo ledwo udało się wyhamować, na co ten wyciąga przez okno wyprostowany palec. Kolega zignorował matoła, a ten, pomimo że godziny południowe, popędził z rykiem zranionego łosia (dospawanego tłumika z Tesco) w kierunku Os. Stałego. Kolega nie śpiesząc się zbytnio, złapał go na światłach przed restauracją szybkiej obsługi zwanej potocznie „Złotymi Łukami”, gdzie zjechał, bo to przystań prawilności i miejsce zlotów zmotoryzowanej młodzieży. Tu dzieje się rzecz, która jest zbyt zabawna, aby była prawdziwa. Ale jest. Młodzian w BMW (nówka sztuka od handlarza, rocznik 1995, najlepszy, nie bity, wyklepany z przystanku co najwyżej) zatrzymuje się w miejscu dla niepełnosprawnych i wchodzi do restauracji! Nie mogąc się oprzeć, mój znajomy dzwoni na 997, że osoba nieuprawniona zajęła mu miejsce. Jednocześnie blokuje delikwentowi wyjazd i czeka na patrol. Nie mija długo i chłopaki przyjeżdżają. Finałem imprezy jest 500 zł i doświadczenie karmy życiowej. Co ciekawe, BMW posiadało reklamę na samochodzie „Odżywki dla kulturystów”, co było obiektem drwin policjantów, że może za dużo trochę tych odżywek.

A z innej beczki: jaworznickie skrzyżowanie ulic: Braci Gutmanów i Krakowskiej. Jeżdżę tam codziennie, zastanawiając się, jak to się dzieje, że nie ma tygodnia bez wypadku. Tydzień temu w weekend doszło do trzech! Jak można nie widzieć 3 znaków stop i przy okazji, znając złą sławę tego miejsca, dopuszczać się tak rażącej nieuwagi? Ciekawostką jest to, że to nie przyjezdni, lecz miejscowi kierowcy są najczęściej sprawcami. I niedopuszczalne jest tłumaczenie, że jechało się „na pamięć”, bo zasady ruchu na tej jezdni zmieniono kilka lat temu. W tym miejscu za jakiś czas powstanie rondo ze względów bezpieczeństwa. Wnioskuję już dziś o nadanie mu imienia „Ślepego kierowcy”.

Jeżdżę ponad 25 lat. Nie wiem, czy dobrze czy źle, ale nie spowodowałem w tym czasie ani jednej stłuczki. Na koncie mam setki tysięcy kilometrów. Zauważam od pewnego czasu coraz większą dzicz na drogach, pomimo zaostrzenia kar i utrudnieniach w zdobyciu prawa jazdy. Oczywiście sprawa dotyczy nie wszystkich młodych adeptów sztuki kierowania pojazdem, ale niestety wielu. Znam przypadek, gdzie młody człowiek skasował kilka samochodów w dwa lata. I chwali się tym, bo to powód do dumy, przynajmniej w jego środowisku. Słyszałem rozmowę dwóch cymbałów, którzy przechwalili się: pierwszy, jak to jechał z dziewczyną 150km/h po mieście i patrzył na nią, a nie na drogę (ponoć scena skopiowana z popularnego szmirowatego filmu o szybkich i wściekłych kierowcach), drugi jak to pokazał TIR-owcowi, gdzie jego miejsce, gdy minął go prawym pasem i zajechał ostro drogę, hamując. Pewnie nie zdawał sobie sprawy, że 40 ton, które mogło znaleźć się w jego bagażniku, mogło być ostatnią rzeczą widzianą w życiu.  Zdaje się, że coraz więcej osób ma problem z odróżnieniem rzeczywistości od gier z serii GTA.

Kiedyś jechałem za pewnym młodym kierowcą, na długości 5 km nie wrzucił ani razu kierunkowskazu. Zatrzymał się pod sklepem, ja też, podszedłem do niego zapytać, co to za motor ma w aucie i jaka to wersja. Chętnie zaczął odpowiadać, wręcz z dumą. Trochę się zdziwił, gdy stwierdziłem, że wyposażenie chyba słabe, bo kierunkowskazu nie ma. Zmieszał się.
Temat jest wielki niczym delta Nilu. Pisanie nic tu nie zmieni. Ot, taka myśl, że trochę tęsknię za czasami, gdy pierwszym autem młodego kierowcy był ospały Fiat 126p, a nie 200 konne niemieckie auto z czwartej ręki…

Raingod