12509356_943229235714080_2357781127275163761_nO tym miejscu słyszeli prawie wszyscy, wiele o nim napisano. Jest medialne. Ale to przede wszystkim dom. Nie przytułek, schronisko. To miejsce do mieszkania. Tu psuje się kran, który trzeba naprawić, ugotować obiad, nakarmić psa, wyremontować łazienkę, narąbać drewna. Niedługo będą świętować 20-lecie. Co słychać w Betlejem? Podsłuchuję w towarzystwie Grzegorza i Sylwka.

Wstałam za późno, pędzę, bo mam już 15 minut poślizgu. Kiedyś tu już byłam, i kurcze, nie mogę trafić. Krążę w kółko, nim wyrasta przede mną stuletni budynek niegdysiejszej szkoły. Na podwórku trwa praca, dwóch mieszkańców rąbie drewno. Dzwonię do głównych drzwi. W przedsionku wita mnie uśmiechnięty mężczyzna i klimat krakowskich, piwnicznych knajpek, przytulnych tą specyficzną terakotą starych cegieł. Pniemy się w górę stromymi schodami do pokoju księdza Mirka. Jestem urzeczona. Tym, że stopnie są tak wytarte śladami ludzkich stóp, ściany zdobi rękodzieło tych, którzy tu mieszkali lub mieszkają…

Ksiądz Mirek

Odbiera telefony, wypełnia pliki dokumentów. I uśmiecha się całym sobą. Tuż obok, dwóch mieszkańców kładzie płytki w malutkim pomieszczeniu. Ksiądz Mirek doczeka się wreszcie łazienki przy swoim pokoju. Przeprasza mnie, że wokół nieco chaosu, woła Grzegorza, który będzie moim pierwszym przewodnikiem. Ksiądz musi jechać do lekarza. Bardzo spuchła mu noga. Kiedy pytam, co się stało, jeden z pracujących obok mężczyzn rzuca żartem, że ksiądz w święta za długo grał w piłkę. Wchodzi wysoki mężczyzna. Ksiądz mówi mu, że teraz będzie tłumaczył się z tego, że zepsuł siekierę. Idziemy rozmawiać, tuż obok.

Syn marnotrawny

To pracownia, są antyczne meble, maleńka antresola, rzeźby i ikony. Stare krzesła. Wszystko wygląda jak dzieło sztuki. Grzegorz bardzo stara się w roli gospodarza, choć jest chyba nieco speszony. Więc pytam go o tę zepsutą siekierę. I atmosfera się rozluźnia. Skończona zawodówka, stolarz na Kaukazie, zaufanie kolegów, pracodawcy, jest uczucie, jest kasa, przychodzi alkohol. Epizody z agencjami towarzyskimi, coraz więcej alkoholu, seksoholizm i hazard. Szefowie nie wiedzą, co jest grane, przyjaciele starają się pomóc, na początku pożyczają, potem przestają pożyczać, ale dla Grześka jest już za późno. Pożycza w bankach, u ludzi, w firmach, oszukuje, nigdy nie oddaje. Czuje się królem życia. Traci zatrudnienie, ale nie jest mu potrzebne. Przychodzą interesy mafijne. Na co dzień w kieszeni ma kilkadziesiąt tysięcy.

Obracałem się w środowisku z grubymi portfelami. Wokół wielkich interesów. Dużo mogłem, miałem fach, smykałkę do interesów, ale straciłem człowieczeństwo – wspomina.

Dziś ma 44 lata. Potężne długi. Nie wie, czy będzie je w stanie spłacić w ciągu życia. Ale spłaca. Alkohol i hazard spowodowały, że wylądował na ulicy. Bez meldunku, ubrania, jakiegokolwiek kąta. Co zarobił, przepuszczał. Najgorszym wspomnieniem jest to, że okradł własnego ojca, schorowanego na Parkinsona. On powiedział mu, że jeśli własne gniazdo okrada, to już nic z niego nie będzie. Zbierał węgiel, butelki…

Byłem oderwany od rzeczywistości. Nie miałem pojęcia, ile kosztuje chleb, cukier. I ten przeskok: na co dzień kilka tysięcy w kieszeni, a potem 60 groszy za dwie butelki. Nie chciałem tak żyć – opowiada Grzegorz.

BETLEJEM GRZEGORZOdmroził nogi. Trafił do szpitala. Trzeba było amputować stopy. – Dziękuję Bogu, że odebrał mi nogi. Gdyby nie to, kto wie, czy nie zabijałbym ludzi.

Ojciec wybaczył. Przyjął jak syna marnotrawnego. Kiedy leżał po amputacji, nad głową wisiała mu drewniana figurka, ot chłopek. Zaczął dłubać. Postanowił jako pokutę wyrzeźbić stacje drogi krzyżowej. Znów odezwał się nałóg. Pod kościół pw. Filipa Jakuba w Żorach, nie wie jak dotarł. – Jestem głodny – powiedział gosposi. Dostał dwie kromki chleba, herbatę. Pozwolono mu przychodzić na poczęstunek, zaopatrzono ropiejące po amputacji nogi. Szpital, terapia, odwyk. Ksiądz pomógł wykupić dłutka do rzeźbienia, które zastawił w lombardzie…

Historia Grzegorza jest długa. Trafił do Betlejem. Tu chce zostać, pomagać innym. Matka na cmentarzu, ojciec w domu opieki, ale mają dobry kontakt, ojcowizny zrzekł się, bo na nią nie zasługuje, oddał bratu. Chce oddać ludziom długi, naprawia relacje, przyjaciele nie opuścili. W Betlejem rzeźbi, zajmuje się stolarką. Najtrudniej jest wybaczyć sobie. Ale trzeba brać odpowiedzialność po upadkach. Kiedy spłonął dach Katedry w Sosnowcu, byli na miejscu, pomagali odrestaurować. Ze 180-centymetrowej dębowej deski wyrzeźbił Chrystusa, jego dzieło jest w katedrze. Oczyszczali nadpalone, częściowo zwęglone belki. Robią z nich ikony. Prawie 200 powstało jako cegiełki na odbudowę świątyni. Te ikony robione z nadpalonych desek są jak oni. „Resztki” – jak ludzie z nałogami. Z tych resztek też może na nowo powstać piękno. – Nie sztuką urodzić się człowiekiem, sztuką nim być – mówi Grzesiek. A kiedy pytam, jak to jest odnaleźć Boga, jak trzeba się modlić o ratunek, ma łzy w oczach i trudno mu mówić. – To niezależne od nas. Ten na górze wszystko reżyseruje. I on zawsze jest. Czasem powinniśmy dać mu odpocząć i uważnie słuchać – puentuje.

Na co dzień

Życie toczy się tu jak wszędzie. Grzegorz oprowadza mnie po kuchni, warsztacie, stolarni. Jest Sonia, podwórkowa psinka, Gaweł i Filip – osiołki. W Siemonii dwóch podopiecznych ma pod opieką owce. Są też w bacówce na Pieczyskach, wypasa się je do końca września. Każdy ma zajęcie. Żeby tu trafić, trzeba być po terapii, potem przez rok można mieszkać. Ale niektórzy zostają dłużej. O 7.15 jest brewiarz, potem śniadanie, praca, 10.30 przerwa na kawę, praca, 13 obiad, potem znów praca, formy wolontariatu, wystawy, koncerty, jasełka… Zapach drewna, gotujących się potraw, drwa do rąbania, zagroda, drewutnia, tu czas płynie jakby spokojniej, czuje się to miejsce…

Człowiek orkiestra

Mechanik, hydraulik, spawacz, kierowca, elektryk, pięściarz – Sylwka lepiej zapytać, czego w życiu nie robił. Ma w sobie dużo przekory, cięty humor, ripostę na wszystko, jest wygadany, dowcipny i naprawdę z niego fachura. Momentami robi wrażenie nieufnego, ale to zasłona dymna. Właśnie kafelkuje łazienkę ks. Mirka. Wszystkie kominki, przedsionek w klimatycznych cegłach ciętych na plastry, łazienki jak dzieła sztuki, jadalnia, ławy w oratorium… to wszystko między innymi jego dzieło. Pochodzi z Krakowa, ma tam swoje magiczne miejsca. Na rynku, w sukiennicach, knajpkach, nawet na Wawelu jest mnóstwo śladów jego pracy, tego, co wyszło z jego rąk. Ale wrósł w Jaworzno. Zamówień ma więcej niż czasu i terminów w grafiku. Na życie z pewnością zarobi. Ale z Betlejem chce się związać na stałe, pomagać innym. Nawet jak będzie mieszkał poza murami, chce pracować na rzecz społeczności, przy mającej powstać Spółdzielni Socjalnej. Alkoholikiem będzie całe życie, ma tę świadomość. Ale już tylko trzeźwym. Nie wie, czy zwiąże się z kimś rodzinnie. Ma za sobą dwa związki i nie chce już nikogo skrzywdzić. Ma dobry kontakt z dorosłą córką. Trafił tu, bo brat bardzo chciał…

BETLEJEM SYLWEKPrzez trzy miesiące nie wychodził poza mury, walczył z głodem alkoholowym, potem, kiedy już się odważył wychodzić, prosił ks. Mirka, żeby z nim jechał, towarzyszył mu. Bał się własnej słabości. Były upadki. We wrześniu miną 3 lata, jak nie pije. Siedział kiedyś w więzieniu, remontował Wawel, pracował na Słowacji, kocha góry, był mistrzem Polski w boksie. Wybudował kominek w siłowni w Betlejem. To jedyna siłownia z kominkiem w kaflach w stylu saskim. Każdy z kafli ma inną fakturę, rysę. Jak ludzie, każdy inny. Cały dom urządzają na styl austriackiego artysty, Hundertwassera. Będzie piec chlebowy, obłożony na wzór wieży widokowej w Azenbergu. Na podwórzu wykafelkował wzór zapisu nutowego „Dzisiaj w Betlejem”…

Aneta Bergieł