Wiktor nie mówił, Pediatra uspokajał, a ja myślałam, że mam grzeczne dziecko. Potem były codzienne telefony ze szkoły – wspomina Agnieszka Żbik, mama czwartoklasisty.

Przeszła drogę przez mękę, nim trafiła z synem na terapię rezonansem stochastycznym. Takim specjalistycznym sprzętem dysponuje jedna z jaworznickich placówek publicznych.

REZONANSJedyny taki rezonans w placówce publicznej na południu Polski.

Srt-zeptoring jest terapią niezwykle skuteczną, nieinwazyjną i kompleksową, stosowaną w pediatrii oraz ortopedii i neurologii. Korzystać z niej mogą i dzieci, i dorośli. Daje dobre efekty m.in. w autyzmie, afazji, oddziałuje na tzw. czucie głębokie.

Specjalista komputerowo programuje urządzenie – specjalnie pod dane schorzenie. Program zależy nie tylko od rodzaju, ale też od jego zaawansowania, a nawet dyspozycji pacjenta w danym dniu – podkreśla Ewa Duszyk, dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 24, w którym zainstalowane jest rezonans.

Podczas terapii, pacjent wchodzi na coś w rodzaju bieżni i szybko, w sposób zmienny i nieprzewidywalny, przy pomocy wibracji i szumów, jest wyprowadzany z równowagi. Bodźce trenują układ nerwowo-mięśniowy i prowadzą m.in. do tego, że człowiek jest w stanie lepiej kontrolować swoje ruchy. Zmiany impulsów mają poprawić współdziałania receptorów mózgu i mięśni. Niezwykle ważna jest obserwacja pacjenta. Nie można „wrzucić” programu i sobie iść. Uważnie przypatrujemy się ruchom mimowolnym, źrenicom.

To prawie jak cud

Syn wciąż zatykał uszy i płakał, nieustannie się bujał, ocierał o sprzęty, podłogę. W wieku dwóch lat przestał mówić. Diagnoza: autyzm. Od 2012 roku ma zajęcia na rezonansie. Już po miesiącu widać było zmiany. Skończyło się ocieractwo, nadwrażliwość na dźwięki i światło. To jest jak cud – mówi Anna Chramiec, mama kilkuletniego Mateusza. Ważna jest kontynuacja terapii. Podczas wakacji, kiedy chłopiec nie chodzi do przedszkola, pojawia się drżenie rąk. Prosi o powrót na zajęcia...

Mateuszek sam zauważył efekty. To istotny element zabiegów. Dziecko staje się samoświadome, wie jak może sobie pomóc, odczuwa niekorzystne zmiany i potrafi o nich opowiedzieć – zauważa Duszyk.

Autystykiem jest również Wiktor. Na rezonans do przedszkola dojeżdża ze swojej podstawówki.

Codziennie wzywano mnie do szkoły. Nikt nie potrafił sobie poradzić z agresją Wiktora – opowiada pani Agnieszka. – Dziś jest inaczej. Syn się wyciszył, poprawnie funkcjonuje na zajęciach, uwielbia chodzić do szkoły, nie ma problemów przy odrabianiu zadań domowych.

Po co w przedszkolu rezonans

Dyrektor Duszyk z rezonansem stochastycznym zetknęła się podczas specjalistycznych studiów  Sensorycznej Integracji. Konkretnie, na praktykach w Centrum Zdrowia Dziecka. Obserwowała fenomenalne efekty na małych pacjentach. Potem działanie sprzętu wypróbowała na sobie. Pozbyła się bólu kręgosłupa. Postanowienie było jedno: muszę go mieć w placówce. Problem: koszt sprzętu – 75 000 zł. Rozesłała pisma do sponsorów. Pomogły Tauron i Elektrobudowa. Nie uzbierała całej sumy, ale firma z Berlina, która rozprowadza sprzęt, dała upust. W ten sposób w Jaworznie znalazło się urządzenie w najnowocześniejszej wersji w swojej klasie. Jest w pełni skomputeryzowane.

Ludzie, dopóki nie wiedzieli co to za sprzęt, pukali się w czoło i pytali po co w przedszkolu rezonans. Dziś już wiedzą, że to nie jest tuba, do której wjeżdża się w szpitalu. Ale działanie urządzenia jest bezcenne – kontynuuje Duszyk.

Fale elektromagnetyczne wpływają na układ nerwowy

– Przy wszelkiego rodzaju dysfunkcjach, w ciele brak harmonii, jest w nim jakby w mikserze. Działanie rezonansu normalizuje ten stan, powoduje, że informacje w układzie nerwowym „przechodzą jak trzeba”. To ważne dla koordynacji ruchów, koncentracji uwagi, dla dzieci w wieku przedszkolnym istotnie wpływa na dalszy cykl kształcenia, np. usprawniając płynność ruchów, dziecko przestaje mieć problemy z przepisywaniem z tablicy czy tempem pisania – wyjaśnia terapeutka.

Rezonans stochastyczny dostępny jest zazwyczaj w specjalistycznych lub prywatnych ośrodkach. Najbliższe są w Zakopanem, Pile i Warszawie.

–  To często odpłatne zabiegi lub turnusy rehabilitacyjne. Poza tym, jeśli dziecko jedzie kilka godzin na zabieg, jest zmęczone, senne i dociera na sesję w godzinach popołudniowych czy wieczornych. Terapia nie jest już w pełni skuteczna. Ważne, by organizm był wypoczęty, w dobrej dyspozycji. Najlepsze efekty uzyskuje się w ciągu dnia, kiedy układ nerwowy jest najbardziej aktywny – informuje Ewa Duszyk.

W przypadku dzieci, kwalifikacja do zabiegu musi opierać się na zgodzie rodzica i orzeczeniu lekarskim. Przeciwskazaniem do terapii jest padaczka lekooporna. Ewa Duszyk żałuje tylko, że z przyczyn formalnych, terapia nie jest ogólnodostępna.

Tekst i zdjęcie: Aneta Bergieł